Co jeszcze zobaczyć w Kuala Lumpur (Malezja)?

Świątynia Thean Hou w Kuala Lumpur w Malezji

Głównymi atrakcjami w stolicy Malezji są wieże Petronas oraz wieża KL, świątynia Batu Caves położona w jaskiniach oraz meczet narodowy. Jak w większości miast, warto też spróbować lokalnych przysmaków, a także połazić po różnych uliczkach, odkrywając ciekawe miejsca.

Ale co poza tym? Można pozwiedzać różne świątynie, których pełno w Kuala Lumpur, na przykład buddyjską Thean Hou albo hinduistyczną Sri Mammarianam. Aby uciec od miejskiego zgiełku można też zajść do parku ptaków albo parku jeleni (deer park). Dobrze jednak pamiętać, że popołudniami często pada w stolicy po kilka godzin i jest to ulewa ogromna, podczas której są marne szanse na przemieszczenie się po mieście. Pora monsumowa nie ma tutaj tak naprawdę znaczenia, bo pada cały rok. Zwiedzając miasto, najlepiej koło 14-15 wylądować na niespiesznym obiedzie, a zwiedzać rano (nie wstawać o 11 jak my 😛 ).

Czytaj dalej „Co jeszcze zobaczyć w Kuala Lumpur (Malezja)?”

Karmiąc słonie w Sanktuarium (Kuala Gandah, Malezja)

Sanktarium Słoni w Kuala Gandah znajduje się jakieś półtorej godziny drogi od stolicy Malezji. Zajmują się tam odratowywaniem słoni i opieką nad nimi do momentu aż są dojrzałe i można wypuścić je do dżungli; a także przesiedlaniem ich z lasów, gdzie wycinka drzew pod farmy na olej palmowy zabiera im dom.

W trakcie dnia jest kilka atrakcji dla zwiedzających, takich jak karmienie wiecznie głodnych słoni, film opowiadający o historii pewnego słonia, krótki pokaz ze słoniami (nie, nie jak w cyrku), film dokumentalny z działalności sanktuarium czy kąpiel słoniątek. Z tego co wiem ta ostatnia robi szczególną furrorę, ale trzeba zapisać się z rana, żeby mieć ku temu okazję, bo jest ograniczona liczba miejsc. I przez „słoniątka” mam na myśli słonie wielkości dorosłego człowieka, które wcale nie wyglądają na małe, ale za to są urocze. 😉 Jak się potem okazało Sanktuarium jest dość popularną atrakcją wśród Polaków, a Malajowie z reguły nie mają o niej pojęcia.

Czytaj dalej „Karmiąc słonie w Sanktuarium (Kuala Gandah, Malezja)”

Świątynia w jaskini (Batu Caves, KL, Malezja)

Batu Caves to jaskinie niedaleko stolicy Malezji, w których znajdują się świątynie hinduistyczne. Miejsce jest dość popularne, często odbywają się tutaj pielgrzymki, które muszą się wspiąć po 272 schodach, aby dotrzeć do celu. Na zewnątrz wejścia do jaskini strzeże ogromny pomnik boga śmierci i wojny, a w okolicy grasują liczne małpy kradnące co popadnie.

Czytaj dalej „Świątynia w jaskini (Batu Caves, KL, Malezja)”

Kuala Lumpur – Miasto Przyszłości (Malezja)

Nie lubię dużych miast – są ogromne, ludzie zawsze się gdzieś spieszą, do tego często ściany budynków pomalowane są szpecącymi graffitti, a na ulicach walają się śmieci… Ale nie w Kuala Lumpur. To miasto jest wielkie, pełne ładnie oświetlonych wieżowców, ale zdecydowanie nie jest szpetne. Bardzo mi się podobało pomimo swojej wielkości, bo zachowało ciekawy klimat i wyglądało jak wyjęte z przyszłości. Warszawa czy Kraków przy nim to małe wioski. 😉

Czytaj dalej „Kuala Lumpur – Miasto Przyszłości (Malezja)”

O Islamie z perspektywy Malaja (Kuala Lumpur, Malezja)

Meczet narodowy w Kuala Lumpur w Malezji

W czasie naszego wyjazdu do sanktuarium słoni w Kuala Gandah (o tym niedługo) za kierowcę służył nam Malaj o imieniu Aldin. Strasznie ciekawiła mnie kwestia ramadanu, wypytywałam go więc o to, a on z chęcią opowiadał. Będzie dziś więc o praktykach religijnych muzułmanów i kilka ciekawostek o życiu w Kuala Lumpur.

Czytaj dalej „O Islamie z perspektywy Malaja (Kuala Lumpur, Malezja)”

Malezja – koszty wyjazdu 2018

Do Malezji pojechaliśmy w maju 2018 w czasie Ramadanu, na miejscu spędziliśmy dokładnie 2 tygodnie. Zwiedziliśmy 5 miejsc i ich okolice (Langkawi, Penang, Cameron Highlands, Perhentian Kecil oraz Kuala Lumpur), było więc trochę przejazdów, co zwiększyło koszt podróży. Nie dotarliśmy do Borneo, cały czas trzymaliśmy się Półwyspu Malajskiego.

Spaliśmy w pokojach 2-osobowych albo w mieszkaniach, w hotelach czy pensjonatach o dość dobrym standardzie. Jakoś szczególnie nie ograniczaliśmy się z jedzeniem czy alkoholem, który jest dość drogi w tym muzułmańskim kraju. Po więcej informacji czytaj dalej. 🙂

Czytaj dalej „Malezja – koszty wyjazdu 2018”

Dzika wysepka (Perhentian Kecil, Malezja)

Trzeciego dnia pobytu na Perhentian wzięliśmy wodną taksówkę i popłynęliśmy na plażę D’Lagoon. Nie mogliśmy wybrać się już na wycieczkę snorkellingową, ponieważ zjarało nas słońce i trzeba było dawkować je z dużym umiarem. A jeśli znów jechalibyśmy łódką bez dachu jak wtedy, to pewnie by się to skończyło poważnymi poparzeniami skóry. Wylądowaliśmy więc na dość znanej plaży – całkiem przypadkiem i postanowiliśmy tam wykorzystać czas, który pozostał nam do łódki powrotnej na Półwysep Malajski.

Czytaj dalej „Dzika wysepka (Perhentian Kecil, Malezja)”

Życie Bez Czasu (Meksyk, Hiszpania, Malezja, Grecja)

My Polacy mamy tendencję do stresowania się opóźnieniami czy nie podążaniem za wyznaczonym planem – zegarek wydaje się wyznaczać nam flow naszego życia. Ta straszna ciągle tykająca wskazówka chyba ciągle przypomina, że czas ucieka, że nigdy nie będzie się już młodszym, że gdyby autobus już przyjechał to byłabym w drodze, że jak się spóźnię to… no właśnie – to niby co strasznego się stanie? Z reguły nie chodzi o to, że ucieknie samolot czy że spóźnimy się na spotkanie o 3 godziny. A nawet jeśli to się przydarzy, to nie oznacza to Apokalipsy i przecież zawsze jest jakieś wyjście z danej sytuacji. Zawsze.

Czytaj dalej „Życie Bez Czasu (Meksyk, Hiszpania, Malezja, Grecja)”

Szukając raju na Perhentianach (Plaża Keranji, Malezja)

Rozmawiając z podróżnikami o Malezji, można nie raz usłyszeć opinię, że warto pojechać na wyspę Perhentian Kecil, bo jest to istny raj na ziemi – piękne plaże, niewielu ludzi, dzika przyroda, brak cywilizacji i wspaniały spokój. Nie do końca w to wierzyłam, nawet jak byłam już na wyspie w okolicach dwóch głównych plaż – Coral Bay i Long Beach.

Zrozumiałam, dopiero jak dotarłam do Keranji Beach po tym, jak musieliśmy przewędrować pół wyspy, żeby się tam dostać.

Czaro wyczytał, że plaża Petani jest jedną z najładniejszych, więc dopytaliśmy się na recepcji jak tam dojść, spakowaliśmy sprzęt do snorkellingu, ręcznik, spray na komary oraz wodę i ruszyliśmy na południe wyspy. To był nasz początkowy cel wędrówki, z możliwością rozszerzenia go do wioski rybackiej, gdzie moglibyśmy zjeść obiad. Ale nigdy nie dotarliśmy w żadne z tych miejsc, bo… 😉

Czytaj dalej „Szukając raju na Perhentianach (Plaża Keranji, Malezja)”

Pierwsze spotkanie ze snorkellingiem – wyspy Perhentian w Malezji

Snorkellingowa wycieczka całodniowa wykupiona na Perhentian Kecil obejmowała 6 mejsc: turtle point, fish point, shark point, fishermen village, light house i romantic beach. Pierwsze trzy były na większej wyspie, a cała wycieczka kupiona na Coral Bay kosztowała nas 40 RM. Miejsce było wręcz idealne, żeby zacząć swoją przygodę ze snorkellingiem. Nie mam porównania, bo dla mnie to był właśnie początek, więc nie mogę powiedzieć jak to wygląda gdzieś indziej, ale tu jest perfekcyjnie, żeby się ze wszystkim oswoić. Są i szkoły nurkowania od zera, stary wietnamski wrak do zbadania i wiele punktów, gdzie można popływać z rurką i maską. Więcej informacji o wyspach i podróży z Cameron Highlands przeczytacie już wkrótce – dziś będzie relacja z pływania. 🙂

Czytaj dalej „Pierwsze spotkanie ze snorkellingiem – wyspy Perhentian w Malezji”

Plantacje herbaty w Cameron Highlands (Malezja)

Cameron Highlands jest dość znane wśród podróżujących po Malezji. Znajdują się tam plantacje herbaty – może nie tak duże jak na Sri Lance czy w Indii, ale wciąż piękne i robiące wrażenie. Przy okazji powstało kilka innych atrakcji jak farma truskawek czy motyli. No i zawsze można wybrać się do dzikiej dżungli! 🙂

Czytaj dalej „Plantacje herbaty w Cameron Highlands (Malezja)”

O tym jak to się zaczęło i jakim cudem tyle jeżdżę

Właściwie to chyba nigdy nie pisałam o tym, jak zaczęły się moje podróże, pomimo iż bloga mam ponad 2 lata, a jest to właśnie blog podróżniczy. 😉 Skupiam się raczej na miejscach, które odwiedzam, ale myślę, że ciekawym może być też dlaczego to robię, jak to robię oraz jak do tego doszło. O tym będzie dziś. 🙂

Całe życie chciałam podróżować, chciałam być Martyną Wojciechowską jeżdżącą po świecie i kręcącą materiały o spotkanych ludziach, piszącą artykuły o odwiedzonych miejscach. 😀 I nie chodziło tu o sławę, ale o odkrywanie nowych miejsc, przeżycia i dzielenie się nimi, zarażanie innych swoją własną pasją. Ale nigdy tak naprawdę nic w tym kierunku nie robiłam, bo zawsze miałam wymówki, zawsze coś innego było ważniejsze. Było to takie dalekie marzenie, z góry skazane na niepowodzenie. Tą chęć podróży spychałam na dalszy plan, ukrywałam ją w głębokich czeluściach mojej duszy, udając, że nie istnieje…

Teotihuacan w Meksyku, październik 2016

Punkt kulminacyjny

Aż do momentu, kiedy dużymi krokami zaczęła zbliżać się 30tka – wielka, straszna 30tka (!), która dała mi dużo do myślenia.

Czytaj dalej „O tym jak to się zaczęło i jakim cudem tyle jeżdżę”

Spotkanie z dżunglą – szukając lekarza i apteki w Malezji (Cameron Highlands)

Ci co mnie dobrze znają wiedzą, że potrafię być niezdarna, czasem się potknę, czasem upadnę – w granicach normy, ale się zdarza. Idąc dalej tą myślą, zdarzyło mi się to także podczas wyjazdu do Malezji i nie byłoby w tym nic wielkiego gdyby nie to, że byłam w dżungli (!). A jak wiadomo, dżungla przecież próbuje wszystkich w jakiś sposób wykończyć. 😉

Po zwiedzaniu wyspy Penang udaliśmy się do Cameron Highlands, gdzie wybraliśmy się na kilkugodzinny trekking po dżungli (o tym będzie następnym razem) – no wiecie, przechodzisz po powalonych bambusach zamiast moście, skaczesz po kamieniach, uważasz na pijawki, bo przestrzegał Ciebie przed nimi przewodnik i już ktoś z grupy dorwał jedną jak przyssała mu się do nogi. Tego typu klimaty.

Czytaj dalej „Spotkanie z dżunglą – szukając lekarza i apteki w Malezji (Cameron Highlands)”

Promując slumsy jako tradycję – Clan Jetties (George Town, Malezja)

Uwaga. Tekst ten pisany był świeżo po wizycie w George Town i dlatego tyle w nim emocji. Postanowiłam jednak zostawić go w takiej formie i tylko dopisać krótkie przemyślenia na koniec. Rozumiem, że niektórzy mogą się ze mną nie zgodzić.

Kiedy czytałam o tym miejscu, miałam już mieszane uczucia i nie wiedziałam, co o tym myśleć. Na miejscu wszystkie emocje pogłębiły się jeszcze bardziej, kierując się raczej w stronę negatywnych uczuć.

Kawałek za portem George Town znajdują się Clan Jetties, czyli stare drewniane domy, stojące tam od dawna, rozwalajające się, śmierdzące, pełne śmieci i szczurów. No dobra, takich miejsc jest kilka i aż jedno z nich było niedawno wybudowane, więc jest nowe i przyjemniejsze, ale tam nie dotarłam, bo znajdowało się dalej i te pierwsze mnie przerosły – byłam głodna, zmęczona i miałam już dość tego widoku. Wszystkie inne, które zwiedziłam, robiły kiepskie wrażenie i sama nie jestem do końca pewna czemu tam poszłam, chyba wygrała ciekawość albo naiwność, że może jednak jest to miejsce inne niż mi się wydawało… Ale nie było.

Czytaj dalej „Promując slumsy jako tradycję – Clan Jetties (George Town, Malezja)”