To jest dopiero prawdziwa Azja! (George Town, Penang, Malezja)

Langkawi była piękną wyspą z ładnymi widokami, z super plażą i całą masą innych wysp, które można nazwać podróżniczym rajem. Ale nijak miała się do mojego wyobrażenia Azji, ponieważ podobne klimaty są w Meksyku w spokojnym Mazunte czy bardziej turystycznym Cancun oraz w Europie – chociażby pewnie w Grecji czy w Hiszpanii. Nie jest to dokładnie to samo, ale Langkawi niewiele różniła się od Europy, poza tym, że więcej tam było Azjatów, inne jedzenie, niezbyt czysto w knajpach oraz panował tam większy luz niż w większości europejskich miast (czyli w sumie całkiem sporo 😉 ). Za to Penang, phi phi!…

Ta wyspa to było zupełnie co innego! Tutaj, już pierwszego dnia pomyślałam, że dotarłam wreszcie do Azji! Do tej Azji z mojej wyobraźni – do gwaru, chaosu, do ogromnych wieżowców, do masy ludzi przelewającej się falami przez ulice, do trąbienia samochodów i pozornego (czyżby?) braku zasad w ruchu drogowym. To było to!

Czytaj dalej „To jest dopiero prawdziwa Azja! (George Town, Penang, Malezja)”

Drugi dom (Bristol, Anglia)

Niedawno byłam w Bristolu, więc chciałam coś na ten temat napisać – będzie to też odpoczynek od Hiszpanii, o której wciąż piszę na blogu od jakiegoś czasu 😉 (ale tyle jest do opowiedzenia! tyle wrażeń i emocji! jak tu więc nie pisać?! 😉 ).

Jadąc do Anglii nie ma u mnie tego podekscytowania, które towarzyszy mi podczas wyjazdów w nieznane. Owszem, są emocje związane z odwiedzinami znajomych, ale jest to zupełnie co innego, jakby na innym poziomie. Nie biegam z aparatem i wywieszonym językiem, wytrzeszczając na wszystko wielkie oczy (no, chyba przedstawiłam to wystarczająco obrazowo 😉 ), a pobyt mój odbywa się w spokoju. Tym razem na przykład zrobiłam tylko 2 zdjęcia i to telefonem. 😉 Nie przyszło mi nawet do głowy, żeby aparat spakować.

bristol_crazy_tree

Mieszkałam w Anglii kilka lat i od długiego czasu uważam ją za mój drugi dom. Nie dziwią mnie więc ludzie nadużywający słowa „please” i „sorry” na każdym kroku (podczas gdy ci, co tego nie robią uważani są za niegrzecznych), ani to, że kobiety używają piskliwych głosików w tonie oficjalnym (sama się tego nauczyłam nieświadomie 😛 ). Nie drażnią mnie już dwa krany – osobny na zimną i na ciepłą wodę – dzięki którym można się poparzyć lub zmrozić skórę. Nie wkurza, że Anglicy bywają bardzo (dyplomatycznie mówiąc) nierozsądni i bez wyobraźni. Nie zauważam też, że Bristolijczycy nie wymawiają często „t”, mówią więc „ba-er” na masło albo „ło-er” na wodę. Bardziej powiedziałabym, że wzbudza to mój sentyment… Czytaj dalej „Drugi dom (Bristol, Anglia)”

Pożegnanie z Almerią (Hiszpania)

Co warto zobaczyć w Almerii?

Na pewno Alcazabę, do której droga prowadzi przez małe, urokliwe uliczki pełne kwiatów.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Stamtąd rozpościera się widok na miasto i miniaturowy „chiński mur” 😛

319

Nigdy w Chinach nie byłam, ale niech żyją skojarzenia, dzięki nim życie jest prostsze i bardziej interesujące. 😉 Idąc dalej tym torem, czy poniższe nie kojarzy się z Rio de Janeiro…? 😛

Czytaj dalej „Pożegnanie z Almerią (Hiszpania)”