Dobre miejsce na krótki rodzinny wyjazd (Turku, Finlandia)

Od jakiegoś czasu chciałam polecieć do Turku, niedużego miasta w Finlandii, tylko po to, żeby zobaczyć park rozrywki zwany Doliną Muminków. Jako dziecko uwielbiałam tą bajkę, a na starość człowieka zaczynają łapać sentymenty. XD 😉 Dzieci nie mam, ale w gruncie rzeczy nie potrzebuję pretekstu, żeby pojechać do innego kraju tylko po to by poczuć się jak dziecko, podać rękę Włóczykijowi i przytulić się do Buki. 😉 

Tak więc zrobiłam!

… A zabrałam ze sobą mamę, było to dobre miejsce na pierwszy wspólny wyjazd we dwie. Pięknego piątkowego wieczora wsiadłyśmy więc w samolot i poleciałyśmy do Turku.

Na miejscu trochę się zdziwiłam, bo po godzinie 20 miasto wydawało się wymarłe. Nawet w samym centrum, gdzie wysiadłyśmy z autobusu było bardzo mało ludzi. W porównaniu do Wrocławia przypominalo to raczej pusty poniedziałkowy wieczór zimowy. 😉

Klimatyczna wioseczka niedaleko Doliny Muminków

Mieszkanie miałyśmy całkiem fajne, bardzo praktyczne, zadbane i prawie jak nowe (miejsce nazywało się Bob w Turku – polecam!). To co też podbiło moje serce to mata do jogi, która znajdowała się w mieszkaniu – mogłam więc korzystać z niej ile chciałam. 😀 

Zamek w Turku

Kolejnego dnia wybrałyśmy się najpierw na Zamek. Myślę, że to wielka stracona szansa Finów, że nie reklamują tego zamku w Polsce – mieszkała tam Katarzyna Jagiellonka, córka Zygmunta III Wazy. Oczami wyobraźni widzę jak Polacy lecą tam właśnie po to, żeby zobaczyć dom gdzie mieszkała polska królewna. 😀 Ja bym z chęcią poleciała, gdybym nie zrobiła tego dla Muminków! 😉

Ale Turku totalnie nie wygląda jak mieścina turystyczna, ludzie nie mają tam takiego podejścia i zdecydowanie nie mają jeszcze dość turystów, bo jest ich tam bardzo mało – potrafią do Ciebie zagadać i uśmiechają się szczerze za każdym razem. 

Zamek od tyłu – przód był bardzo podobny 😉

Na początku zaczęłam doznawać lekkiego zaskoczenia i rozczarowania przy zwiedzaniu zamku, ponieważ brakowało mi jakiegoś wstępu do historii zamku i nie było prawie niczego w pomieszczeniach, które zwiedzałyśmy. Dosłownie niczego – nie tylko brakowało mebli, nie było też żadnych zdobień na sufitach czy tapet, tylko gołe ściany i podłoga, od czasu do czasu tylko pojawił się jakiś rekwizyt czy ławka. Myślałam, że cały zamek taki będzie. Nie zorientowałam się też na początku, że wspominany „Sismugd” to nasz polski król Zygmunt. 😉

Dopiero po kilku pokojach, zaczęło się coś pojawiać w środku, potem wkroczyłyśmy w erę Renesansu, gdzie były już całe umeblowane pokoje, pamiątki i fotografie. Na koniec była jeszcze elegancka rezydencja i historia królowej Jagiellonki. Dopiero jak wróciłyśmy do wejścia okazało się, że historia zamku jest na samym końcu (szłyśmy według tego jak pokierowała nas obsługa). Ktoś tu chyba nie ogarnął. 😛 Tak czy tak nie doczytałam się dlaczego musieli odbudowywać zamek – nie było mowy o tym, żeby spłonął czy ktoś go splądrował. Może więc po prostu przestali o niego dbać i zaczął umierać śmiercią naturalną…?

Świniak na festynie przy zamku

Miałam wrażenie, że udostępnili prawie cały zamek, bo bardzo dużo chodziłyśmy, a zamek sam w sobie nie jest aż tak duży – jak widać z resztą na zdjęciu. Nie to co w Malborku – jak tam byłam, można było zwiedzić tylko 4-5 pomieszczeń pomimo ogromu tej budowli. Fakt, że tam zwiedzanie zajmowało prawie godzinę, ale tylko dlatego, że przewodnik gadał po 20 min w każdym miejscu. Dużo bardziej podobało mi się łażenie samemu w swoim tempie w zamku w Turku i czytanie nielicznych informacji w języku angielskim.

Po wyjściu wybrałyśmy się na tyły zamku, żeby obejrzeć go z każdej strony i ujrzałyśmy nieduży festyn w klimacie średniowiecznym z kilkunastoma straganami. Nie odważyłyśmy się spóbować pieczonego świniaka, ale podjadłyśmy trochę małych pączków finlandzkich. 😀

Dolina Muminków 

Dolinę Muminków miałyśmy zaplanowaną dopiero na niedziele i tak się złożyło, że był to najzimniejszy dzień weekendu i trochę padało. ;( Nie zepsuło to nam jednak humorów, bo jak długo można się smucić, kiedy co chwilę przebiega uśmiechnięta Mała Mi, wita się z Tobą Tata Muminka lub obok spaceruje Włóczykij.

Dom Muminków

Cierpliwości nie zabrakło nawet jak próbowałam ogarnąć aplikacje, żeby zakodować bransoletkę, która miała urozmaicić i spersonalizować pobyt w parku rozrywki, i po dwóch próbach wciąż mi się nie udało, bo appka się zacinała. W nagrodę za cierpliwość zafundowałam sobie Bukę na policzku i uśmiech na twarzy. 😉 A chwilę potem udało się zarejestrować w aplikacji dzięki życzliwości Finkom w informacji – nie musiałam nawet nic robić, wystarczyło, że zerknęły i tym razem appka sama zaskoczyła. Technologia bywa bardzo złośliwa. 😉

Niektórych miejsc nie kojarzyłam z bajki, ale oglądałam ją bardzo dawno temu, mogłam więc po prostu nie pamiętać. Był oczywiście dom Muminków, gdzie zwiedziłyśmy ze 3 czy 4 piętra i spiżarnię, była chatka czarownicyczy dom Paszczaka pełen skatalogowanych motyli….  Widziałyśmy tajemniczych Hatifnatów, jakiegoś chłopca z uszami co wyglądał jak bóbr (nie znam!), Filifionki, potwora z głębin, Muminka z dziewczyną i rodzicami, i kilka innych postaci. Włóczykij – jak na niego przystało – włóczył się po całym parku. Zabrakło tylko Buki, którą to chciałam ukochać, bo zawsze było mi jej szkoda jak oglądałam bajkę – wszyscy się jej bali, a ona przez to była samotna i jeszcze bardziej smutna. 

Dziewczyny malowały różne postacie na policzkach 🙂

Kręciłyśmy się po parku, w którym było dużo drzew, a tak naprawdę niewiele ludzi, nie spiesząc się nigdzie. Przyjemnie było sobie tak połazić.

Byłyśmy też na przedstawieniu po fińsku z angielskimi napisami – nie trzeba było nawet wszystkiego czytać, dużo można było zrozumieć tylko obserwując, no i udzielała się radość widowni, która co jakiś czas wybuchała śmiechem. 🙂 Widziałyśmy też jak mała Mi robi psikusa Tacie Muminka na innym krótkim spektaklu.

Potem jeszcze zjadłyśmy naleśniki i pokręciłysmy się jeszcze trochę. I tak nam minął dzień. 🙂

Podobało mi się to miejsce, było fajne i klimatyczne – przez większość czasu chodziłam „uchachana” i cieszyłam się jak dziecko. 😀 Chyba nie mieli takiego zamiaru, ale był to park rozrywki nie tylko dla dzieci, a także dla samych dorosłych. Tych drugich na pewno było więcej i często bez dzieci. Nikt tu się nie wstydził bycia dorosłym dzieckiem. 😉 

Nie było Buki to Muminek dostał przytulasa 😀

Dolina Muminków nie znajduje się w mieście, a kawałek od niego, musiałyśmy tam więc dojechać autobusem, a potem jeszcze przejść kawałek. Pytałyśmy o drogę w jednym sklepie, bo nie byłam pewna, czy mapa Google dobrze mnie kieruje, a nie było zbyt dużo oznakowań. Ostatecznie trzeba było udać się cienkim długim mostem, żeby dotrzeć na miejsce i nie błądziłyśmy jakoś długo.

Skansen

Ostatnim większym miejscem, które zwiedziłyśmy w Turku był nieduży skansen (Luostarinmäki Museum Quarter). W tym miejscu też chodziłyśmy całkiem sporo, wchodząc w każdy kąt, w który się dało. Jest to stara dzielnica drewnianych domów, jedyna, która przetrwała Wielki pożar bodajże w 1827 roku. Znajduje się tu kilkanaście dziedzińców, bodajże ponad 80 pomieszczeń i większość jest udostępniona do zwiedzania. Można tu zobaczyć domy, gdzie ludzie spali i żyli, ale także dużo warsztatów ludzi o różnych zawodach: szewca, lutnika, piekarnię, miejsce gdzie oprawiali książki, wyprawiali skóry czy robili garnki. Jest też cukiernia, tawerna, plac zabaw czy stajnia i nawet stary wóz strażacki…

Jedno z pomieszczeń, które można było obejrzeć

Dowiedziałam się na miejscu, że spora ilość dzielnic drewnianych spłonęła w wielkim pożarze, który rozprzestrzenił się bardzo szybko i w ciągu 18 godzin pozbawił domów 11 tysięcy osób. Domy były całe z drewna i stały blisko siebie, wystarczylo więc kilka dni bez deszczu, żeby pożar szybko się rozniósł i wszystko spłonęło. Przez około sto lat zastanawiano się potem czy tę dzielnicę przerobić, żeby była bezpieczniejsza czy zachować jako pamiątkę po tym, co było przed pożarem. Ostatecznie stanęło na tym, że 10 domów przerobiono na muzeum, a resztę odnowiono i poznoszono tutaj różne narzędzia, żeby mogły zostać reliktami przeszłości.

Miejsce bardzo mi się podobało, wzbudziło też wspomnienia i sentymenty, ponieważ niektóre rzeczy takie jak stary piec kaflowy czy młynek do pieprzu przypomniały mi nieżyjąca już prababcie… 🙂

Nisia

Szukasz inspiracji na kolejną podróż? Chcesz poczytać o konkretnym miejscu? Zajrzyj tutaj.

Posty, które mogą Ciebie zainteresować:

Dodaj komentarz