Początkowo mieliśmy lecieć do Andory przez Barcelonę, ale Czaro natknął się na informacje, że do Andory można dojechać także z Tuluzy, a niedaleko Tuluzy leży właśnie Carcassone. Kto gra w planszówki, może szybko skojarzyć to miasto – jest to wielkie miasto średniowieczne z zamkiem, które jest po prostu piękne i ma super klimat. Nie wahaliśmy się więc zbyt długo z podjęciem decyzji – nie powstrzymało nas nawet to, że trzeba było lecieć z Krakowa, więc był to dodatkowy postój w tej i tak już skomplikowanej logistycznie wyprawie. 😉
Trochę problemów z kupnem biletów
Zalecano kupno biletów online, postanowiliśmy więc to zrobić, żeby nie ryzykować braku biletów na miejscu. Była by to sytuacja bardzo niewskazana, bo z Tuluzy trzeba tam dojechać pociągiem i wychodzi z tego całodniowa wycieczka. Próbowałam więc je kupić na oryginalnej stronie, ale powiem Wam że łatwo nie było, bo formularz nie zawsze działał: czasem w ogóle nie ładowały się dostępne opcje w danym dniu, a jak już wybrałam jedną i chciałam sprawdzić jakąś inną to musiałam odświeżyć stronę, bo na 99% było pewne, że formularz przestanie działać i nie będę mogła przejść do kolejnego kroku. Dla pewności sprawdzałam zarówno na telefonie jak i na laptopie, i miałam te same problemy.
Z tego względu też nie byłam pewna, czy to że nie pokazują mi się żadne opcje na wycieczkę z przewodnikiem w języku angielskim od początku września znaczyło, że bilety są faktycznie wysprzedane, zostały wszystkie wykupione (w sierpniu jeszcze była taka opcja) czy jest to błąd strony i po prostu się nie wyświetlają. Zwłaszcza że było sporo wycieczek w języku francuskim, a po angielsku ani jednej przez kolejne miesiące.
Kilka razy podchodziłam do kupna biletów, odkrywając przy okazji, że strona działa trochę lepiej na Firefoxie niż na Chromie. Jednak wciąż nie do końca poprawnie. Ostatecznie zdecydowaliśmy się kupić bilet na „self-guided tour” z audioprzewodnikiem, który oznaczony był jako „helmet” (hełm), ale niestety było to tylko błędne tłumaczenie. Po cichu liczyłam, że będziemy tam maszerować po zamku w starym hełmie. XD

Przed wejściem do zamku (płatna część miasta)
Na necie znalazłamopinie, że na zwiedzanie potrzeba 1-2h, nie wyjeżdżaliśmy więc z Tuluzy zbyt wcześnie, żeby się nie okazało, że nie będzie co robić w ciągu całego dnia w Carcassone. W nowej części miasta nie było prawie nic do zwiedzania, planowaliśmy głównie spacerować po zamku i starym mieście pełnym małych sklepików ze szpargałami, budek z kanapkami i klimatycznych uliczek.
W pociąg SNCF wsiedliśmy po 10, żeby wysiąść po półtorej godziny na miejscu. Pociągi kursują dość często, a bilety można łatwo kupić online – bez błędów na stronie 😉 i całkiem sprawnie. Jest też opcja, żeby jechać szybkim pociągiem TGV, ale bilety są kilka razy droższe. Te na pociąg SNCF kosztowały 10-20€ za osobę w zależności od godziny przejazdu i tego z jakim wyprzedzeniem się je kupowało.
Wszystkie linki i informacje potrzebne do kupna powyższych biletów znalazłam na mapach Google, które (w przeciwieństwie do Andory) działały tutaj poprawnie i pokazywały aktualne informacje.

Klimatyczne uliczki w starym mieście
Długie zwiedzanie zamku
Z pociągu do starego miasta mieliśmy około 30 minut na piechotę, więc się przeszliśmy. W sumie to nawet nie sprawdzałam, czy są jakieś autobusy jadące do zamku – zakładałam, że w drodze będziemy mieli ładne widoki na fortyfikacje. I tak faktycznie było – ze starego i nowego mostu jest fajny widok, chociaż koło godziny 11 słońce było tuż nad miastem i nas oślepiało. Wiedzieliśmy więc, że będziemy musieli jeszcze tam wrócić na dłużej po południu – żeby porobić zdjęcia i się napatrzeć. 😉
Pierwsze wrażenie było takie, że miasto jest ogromne i bardzo dobrze zachowane. Klimacik był i fajnie było po nim błądzić i chodzić bez celu. Chociaż za dużo czasu nie mieliśmy przed wejściem do płatnej części, bo bilet wykupiony był na konkretną godzinę i nie wiedzieliśmy czy mas wpuszcza jak pojawimy się później. Było dużo mniej ludzi niż się spodziewałam i nie sądzę, żeby miał być problem z kupnem biletów na miejscu.
Tuż za wejściem na zamek pobraliśmy audioprzewodnik i udaliśmy się na zwiedzanie. Audioprzewodnik był w formie odtwarzacza, do którego można było wziąć słuchawki lub słuchać na głośnomówiącym. Na szczęście nie było tłumów i nie wszyscy mieli audioprzewodniki, nie było więc aż tak głośno jak można było się spodziewać. Myślę, że średnio w pomieszczeniach czy na wieżach były razem z nami ze 4 osoby w tym samym czasie. Na spokojnie można więc było oglądać i słuchać. Na miejscu znajdowały się też nieliczne opisy. Audioprzewodnik był całkiem fajny, bo nie było przesytu małopotrzebnych informacji i nic nie mówiących nazwisk jak to często bywa w takich miejscach. Można było też w większości przypadków słuchać i iść przed siebie – nie trzeba było stać w danym miejscu 10 min, żeby przesłuchać cały tekst. To mi się podobało. 🙂

Widok na mury wewnętrzne i stare miasto
Chodziliśmy tak po zamku i wieżach, a audioprzewodnik zwracał nam uwagę na różne fakty, na przykład na to, że są 4 rodzaje wież w tym miejscu, zarówno wieże okrągłe jak i kwadratowe. Było trochę o architekturze i o historii.
Potem weszliśmy na mury obronne, których były tu bodajże 3 warstwy. Od razu była informacja ile czasu mniej więcej zajmuje przejście pierwszym, drugim i trzecim murem. Co jakiś czas były schody i można było zejść na dół jak komuś znudziło się łażenie.
Pamiętacie jak pisałam, że w komentarzach na necie znalazłam info, że zwiedzanie zajmuje 1-2h? No to nam zajęło dużo dłużej – może ze 4h. Ale przez większość czasu w ogóle mi się nie dłużyło, bo było co oglądać. Nie pomijaliśmy jednak żadnego miejsca i przeszliśmy całe dostępne mury obronne, stąd tyle czasu to trwało. No i się nie spieszyliśmy, bo czasu było wiele i wiedzieliśmy, że nic więcej nie będzie do zobaczenia. No może jeszcze katedra znajdująca się w mieście i kościół poza murami.

Ciężko było złapać w kadrze całe stare miasto – było tak duże. Tutaj lekko ucięte po bokach, widok ze starego mostu
A w brzuchu burczy…
No i jak tak sobie chodziliśmy spokojnie po tym mieście, coraz bardziej zaczęłam odczuwać głód. Zjadłam już batona i croissanta, ale potrzebowałam czegoś większego. Zaczęliśmy więc szukać knajpy, ale okazało się, że wszystkie są otwarte tylko po to, żeby serwować picie, menu z jedzeniem wchodziło w życie dopiero o 19(!).
I tak jak z początku szukaliśmy restauracji z fajnym widokiem tak po jakimś czasie zaczęliśmy szukać czegokolwiek z porządnym jedzeniem. Knajp serwujących jedzenie nie mogliśmy znaleźć, za to pełno było lodziarni oraz miejsc sprzedających naleśniki (cienkie) lub kanapki (bez warzyw i masła, z reguły była to sucha bagietka z serem lub plasterkiem szynki wędzonej), ale tym byśmy się nie najedli. Do tego było bardzo ciepło i ta sucha kanapka chyba ugrzęzła by mi w gardle. XD Mieliśmy więc ogromny problem, żeby coś zjeść o godzinie 15-16. Ostatecznie znaleźliśmy knajpę, w której można było kupić „przekąski”, a w tym bowle oraz pinsę, które zjedliśmy ze smakiem. Mój bowl miał kurczak, ryż, warzywa i sos – jak na moje skromne oko to normalny obiad, tyle tylko że na zimno, ale nie będę nikogo wyprowadzać z błędu, bo jeszcze usunęliby to z menu, a taki bowl uratował mi życie i humor tego dnia. 😉

Katedra na zamku
Poszliśmy potem jeszcze zobaczyć katedrę i kościół. Do katedry weszliśmy i chwilę po niej połaziliśmy – w środku była ładna, ale nie wyróżniała się bardzo wśród innych świątyń. Na zewnątrz robiła wrażenie i kojarzyła mi się z czeskimi kościołami. Kościół w Carcassone niestety był już zamknięty, bo dotarliśmy do niego po 17, więc zerknęliśmy na niego tylko z zewnątrz.
Potem poszliśmy na most by obfotografować zamek z odległości i siedliśmy na piwo w knajpce w mieście, bo zostało nam trochę czasu.
Niektórzy pisali w komentarzach w necie, że nie warto wchodzić do środka płatnego obszaru zamku, bo niewiele więcej się zobaczy. Nie jest to prawda, bo spacer jest dość długi i patrzy się na zamek z góry i z nieco innego perspektywy. Do tego dochodzą widoki na miasto i łażenie po murach. Moim zdaniem więc, jak już jest się w tym miejscu to zdecydowanie trzeba wejść do środka, posłuchać historii i powchodzić w każdy zakątek. 😉
Nisia

Szukasz inspiracji na kolejną podróż? Chcesz poczytać o konkretnym miejscu? Zajrzyj tutaj.
Posty, które mogą Ciebie zainteresować: