Samochodem po Korfu – wrażenia amatora

Jak się patrzy na mapę Korfu wydaje się być bardzo górzysta i jest sporo zmian terenu, ale sama wyspa nie jest duża, a jej najwyższy szczyt ma tylko 906 m.n.p.m. Jak się nad tym zastanowić to Pantokrator zaczyna się tuż przy morzu, więc jest ok 900m przewyższenia, a to już nie tak mało jak na niedużą wysepkę. 😉 W każdym razie samochodem jeździ się dość ciekawie, inaczej niż we Wrocławiu – zarówno ze względu na specyficzny teren, jak i mentalność Greków… 🙂

* Wyjazd odbył się we wrześniu 2020 roku, wrzucam więc notkę z lekkim opóźnieniem ;P

Wybór samochodu

Nie mieliśmy karty kredytowej ani nie chcieliśmy płacić depozytu, który często wychodził drożej niż wypożyczenie samochodu, nie było więc łatwo znaleźć odpowiednią wypożyczalnię (więcej o wypożyczaniu samochodu w Grecji pisałam przy okazji Krety – są to dość standardowe zasady wynajmu). Duże firmy raczej trzymają się tego wymogu, trzeba więc było znaleźć lokalną firmę. Plus był taki, że przy lotnisku w Korfu było ich całkiem sporo.

Przyznam, że miałam nadzieję, że Czarek będzie mógł prowadzić przynajmniej od czasu do czasu. Ale że zrobił prawko w styczniu tego roku to jeszcze nie mógł pożyczyć samochodu – z reguły trzeba mieć prawo jazdy przez rok, żeby objęło Ciebie ubezpieczenie. I nie da się tego obejść – próbowałam. 😛

No ale ostatecznie udało się znaleźć samochód bez karty kredytowej, depozytu i wkładu własnego, który nie kosztował miliony – chociaż też niestety nie najlepiej wyglądał w środku. I gdyby warunek posiadania prawka przez rok zależał od wypożyczalni to pewnie tez by się dało, ale to niestety kwestia ubezpieczyciela.

Myślałam, czy by nie wspomnieć nazwy tej wypożyczalni, ale nie polecała bym ich tak w 100%, bo dostaliśmy samochód większy niż mieliśmy – co było plusem, bo miał przynajmniej więcej mocy i łatwiej było podjechać pod górę, ale był to starszy model i nie do końca był czysty w środku.

Był jednak dość tani w porównaniu z innymi – zapłaciliśmy €185 za 2 tygodnie + €56 za dodatkowe ubezpieczenie, żeby nie było wkładu własnego (razem €241, czyli ok €17 za dzień). Przy lotnisku była też wypożyczalnia Value Plus, która miała taką samą bazowa cenę za samochód, ale chyba lepsze samochody niż my dostaliśmy – widzieliśmy je często na Korfu, wszystkie miały naklejki na drzwiach. Oczywiście, mogliśmy się pewnie wykłócać, że nie podoba nam się ten samochód i może byśmy dostali inny, ale jakoś nie bardzo miałam ochotę zacząć urlop od użerania się, do tego byłam zmęczona po całodniowej wycieczce z Wrocławia przez Poznań. Zostaliśmy więc z tym co mamy.

Pontikonisi

Drogi i utrudnienia

Obawiałam się tu jeździć, bo przed przyjazdem przeczytałam, że drogi są wąskie i często trzeba się zatrzymywać, żeby przepuścić samochód nadjeżdżający z naprzeciwka. Mapa też wyglądała dość strasznie, jakby połowa terenu była górzysta – wyobrażałam więc sobie, że bede wspinać się malutkim pyrpyrkiem na duże wzgórze, silnik będzie mi prawie gasnąć, i do tego będzie trzeba się zatrzymać w połowie wzgórza, żeby przepuścić inny samochód nadjeżdżający z naprzeciwka. W praktyce aż tak źle to nie wygląda. 😀

Prawdą jest, że drogi są kręte, zdarza się, że jedzie się pod górkę i nie widać zupełnie co jest po drugiej stronie. Zdarzają się też miejsca, gdzie trzeba się zatrzymać i przepuścić inny samochod. Albo omijać dziury w jezdni, która czasem przypomina stare polskie drogi. 😉 Dzięki temu kierowca nie jest przyspawany ani do fotela ani do kierownicy – wręcz przeciwnie: ciągle musi się ruszać, wychylać i zmieniać biegi.

Ale na południu, gdzie jeździłam na początku, nie ma zbyt dużego ruchu i to dużo ułatwiało – nikt na mnie nie trąbił, nie pospieszał. Na szczęście Czaro nie jest z tych co komentują jak inni jeżdżą i jak jeździć powinni, raczej woli bezpieczną jazdę, więc nie denerwował mnie takimi komentarzami. 😉 Po krętych drogach jechałam więc 30-40km/h i na spokojnie pokonywałam różne przeszkody. Było to jeszcze w trakcie pandemii, do tego spaliśmy do późna, a w drogę wyruszaliśmy po 12, kiedy ludzie siedzieli na plażach czy statkach. Na południu nie ma też zbyt wiele atrakcji i popularnych miejsc. To wszystko sprawiało, że nie było dużego ruchu na drogach

Niestety ulice były tam nierówne, ale nie pod kątem powierzchni jezdni, a jej szerokości, która co chwilę się zmieniała na mniejszych drogach – asfalt wylewali chyba pijani drogowcy. 😛 Albo ktoś zrobił to umyślnie, ponieważ te grubsze części tworzą mini zatoczki, które ułatwiają wymijanie. Dziwne jest to, że to się zdarzało także w odosobnionych miejscach, mogli więc po prostu zrobić szerszą jezdnię – łatwiej by się wtedy jeździło. Coraz bardziej jednak miałam wrażenie, że Greków się nie zrozumie. 😀

Cape Drastis

Prowadzenie samochodu na Korfu (przynajmniej w tej części wyspy) było dla mnie całkiem dobrą szkołą obsługi samochodu. We Wrocławiu częściej prowadzi Czarek, ja to z reguły robię raz na miesiąc – nie mamy jeszcze samochodu, wtedy pewnie częściej byśmy jeździli, pożyczamy tylko auto na minuty. Zawsze jeżdżę samochodami z automatyczną skrzynią biegów, manualną jechałam jakieś pół roku wcześniej, więc tym bardziej nie byłam pewna jak to będzie wyglądać na Korfu. Ale to, że jest sporo zakrętów, podjazdów, zjazdów i wąskich dróg pomogło mi dość szybko przypomnieć sobie jak korzystać z biegów, co z kolei dodało mi pewności siebie. 🙂 I po kilku dniach byłam już mistrzem kierownicy, który mógł wykręcić ma wzgórzu na wąskiej drodze, zaparkować samochód na bardzo pochyłej jezdni, na spokojnie wyjechać na ulicę, nie mając zbyt dużej widoczności i do tego miał kilka innych sztuczek w rękawie, których obawiają się tylko osoby, które nie prowadzą zbyt dużo. 🙂

Minusem na Korfu jest bardzo mała ilość chodników, ludzie więc chodzą po ulicy i to często na takim luzie, że potrafią wyjść na sam środek wąskiej jezdni, myśląc chyba o niebieskich migdałach – jeździłam starym samochodem, często na dwójce, było go więc zdecydowanie słychać kilka metrów przed maską, a niektórzy nie zwracali na to uwagi i szli dalej wolnym krokiem ramię w ramię.

Poza tym samochody są parkowane praktycznie wszędzie wzdłuż ulicy jak się da i jest taka potrzeba. Parkowanie przy podwójnej ciągłej (albo wyprzedzanie) nie stwarza żadnego problemu – co z tego, że ktoś musi ją przekroczyć, żeby minąć zaparkowany samochód – w końcu podwójna ciągła to nie drut kolczasty. 😉 Kilka razy widziałam też jak ktoś zaparkował samochód na wjeździe na rondo – byłabym przekonana, że to auto ustępuje pierwszeństwo samochodowi na rondzie gdyby nie fakt, że kierowca wysiadł przy nas z auta. Podobnie było z autem zaparkowanym w tunelu(!). O_o Ciekawi mnie czy na tej wyspie policja kiedykolwiek wystawiła mandat za złe parkowanie. Bo napewno policja się tu kręci – widziałam jeden policyjny samochód w ciągu 2 tygodni. 😉

Wszystko to sprawia, że wymija sie na gazetę, często trzeba bardzo blisko podjechać do murku z boku drogi, prawie dotykając go lusterkiem czy maską. Że też udało mi się nie skosić żadnego lusterka – z moimi zdolnościami zachaczania nogą o meble we własnym mieszkaniu jest to normalnie cud! 😛 😀

Gdzieś w drodze w kawiarni na uboczu

Znaki i ich brak

Jak pisałam – jest to szkoła obsługi samochodu, a nie szkoła jazdy, bo nie można się za bardzo nauczyć dobrze jeździć ulicami jeśli jest tak mały ruch, a do tego praktycznie nie ma znaków. Często trzeba się domyślać, że jest się na głównej, od czasu do czasu tylko pojawi się znak stopu i znak „ustąp pierwszeństwa”. Ale znaków oznaczających, że masz pierwszeństwo chyba nie widziałam – tak samo jak znaku obszaru zabudowanego lub wyjazdu z miasta.

Co ciekawe, znaki stopu oraz ograniczenia prędkości wydają się być czasem losowo postawione na drodze, albo wręcz postawione przez mieszkańców, którzy chcą łatwiej wyjechać że swojej posesji. Czasem też są obrócone w stronę głównej jezdni i nie raz zastanawiałam się co autor miał na myśli i dopiero po chwili domyślałam się, że to jest dla samochodów na równoległej drodze, którą od głównej oddziela tylko krawężnik, a znak stoi od strony głównej drogi, po której się poruszam.

No i prawie nigdy nie widziałam końca zakazu prędkości, czasem więc nie wiedziałam jaka jest dozwolona prędkość, zwłaszcza że obszar był w praktyce zabudowany, ale nie tak gęsto jak w mieście, a stosownych znaków też nie było. Ani skrzyżowań. Jechałam więc 50km w mieście i zachowywałam rozsądną prędkość poza nim – taką żeby czuć się bezpiecznie w samochodzie i być w stanie szybko się zatrzymać gdyby była taka potrzeba (z reguły było pełno zakrętów).

Dziwna sytuacja spotkała nas jak jechaliśmy do Achillionu – trzeba było wjechać pod górę i już prawie na górze był znak z zakazem wjazdu między godziną 7:30 a 17:30, co strasznie nas zdziwiło, zwłaszcza że Google normalnie nas tamtędy prowadził. Zastanawiałam się przez chwilę czy nie podjechać mimo to (co potem zrobiło kilku kierowców, którzy nas minęli), ale nie chciałam wjeżdżać „na pałę”. Znak postawili, bo pewnie chcieli zrobić jednokierunkową, żeby nie trzeba było mijać się na bardzo wąskiej i krętej drodze. Ale postawiony był tak daleko, że nawet nie było za bardzo gdzie wykręcić – trzeba było zawrócić między jednym a drugim zakrętem na pochyłej jezdni. Pierwszy raz wycofywałam z ręcznego. 😛 Jak już pisałam – niesamowita szkoła obsługi samochodu. 😀

Gdzieś na Korfu ;p

Jak prowadzić w takich warunkach?

Pomyślałam, że spiszę kilka rad dla początkujących i niepewnych kierowców, więc jeśli dobrze panujesz nad samochodem, to polecam przejść od razu dalej. 🙂 No i trzeba pamiętać, że to są rady na początek, bo taka jazda jest nie do końca ekonomiczna. 😉

Podstawą, jak jeździ się po górzystym terenie, jest hamowanie silnikiem, żeby nie przegrzać hamulców, które w takim wypadku mogą przestać działać. Jeśli boisz się jeździć szybko, a nie ma za bardzo ruchu, można zjeżdżać z wzniesień nawet na 1. Ja od tego zaczynałam na Krecie, bo to był moja pierwsza taka przygoda samochodowa. Tutaj już zjeżdżałam raczej na 2, a na szerszych i mniej stromych zboczach nawet na 3! 😉 Jeśli trzeba hamować to lepiej jest przyhamować mocniej i przez chwilę jechać na biegu nie dotykając gazu, żeby samochód nabrał prędkości i czynność powtarzać, niż żeby jechać dłuższy czas na wciśniętym hamulcu.

Z drugiej strony, przy wjazdach na wzniesienia można utrzymywać obroty silnika na poziomie ok 2,5 tysięcy, wtedy łatwo widać, kiedy silnik traci moc i kiedy trzeba zrzucić bieg, jeśli wciskanie pedału gazu nie pomaga. Nie powinno się dopuścić do sytuacji, że samochód zgaśnie przy wjeździe pod górkę, bo może to stworzyć niebezpieczną sytuację, warto więc jechać na niższym biegu.

Przydaje się bardzo umiejętność startowania z ręcznego, bo niejednokrotnie trzeba się zatrzymać pod górkę czy to wjeżdżając na główną drogę czy przepuszczając kogoś na wąskiej drodze.

No i trzeba pamiętać, że pedał gazu można (a czasem trzeba) wcisnąć do dechy, żeby silnik nie stracił obrotów. 🙂 We Wrocławiu jest przeważnie płasko, do tego uczą jeździć ekonomicznie, nauczyłam się więc szybko zmieniać biegi na wyższy i leciutko naciskać gaz. Tutaj trzeba nabrać innych nawyków i jak widać, że obroty spadają, trzeba zdecydowanie nacisnąć pedał gazu. Pewność w prowadzeniu samochodu zdecydowanie jest ważna, ale tego akurat uczą na kursie jazdy. I to też przychodzi wraz z doświadczeniem.

Jeśli się obawiasz jechać szybko albo nie widzisz nic za zakrętem, a wąska sroga wymaga, żebyś jechał prawie na środku – zwolnij, prędkość warto dostosować do drogi i naszych umiejętności, zwłaszcza jeśli nie ma dużego ruchu. Kierowca i pasażer powinni się czuć bezpiecznie, nie ma co się spieszyć, bo w górach, kiedy nie ma żadnych barierek (a tutaj praktycznie nie ma), a do tego droga potrafi być wąska, trzeba zostawić sobie czas na reakcję – ciężko to zrobić przy zbyt dużej prędkości.

Pamiętaj, że najlepiej nie zmieniać biegów ani nie przyspieszać na zakręcie czy wzniesieniu, ale chwilę przed, więc postaraj się to zrobić, jeśli jest taka możliwość.

Plus jest taki, że przy małym ruchu i małych wzniesieniach można to wszystko łatwo poćwiczyć zanim zacznie się jeździć po dużych górach. 🙂

Północ wyspy i większe drogi

Przez kilka dni jeździłam głównie po południowej części wyspy i wtedy już napisałam tekst powyżej. Potem zdecydowaliśmy się pojechać na daleką północ nad Canal D’Amour i Przylądek Drastis, dzięki czemu pojeździłam też po większych drogach, gdzie było sporo miejsca, czasem nawet 2 wyznaczone pasy (do tej pory było to rzadkie) i gdzie dało się rozpędzić do 70 czy 80 km/h.

Jeździło się tutaj o wiele przyjemniej, więc jeśli ktoś mieszka w stolicy i nie planuje udawać się na południe, może czuć się pewniej na drodze, bo ta część bardziej przypomina cywilizowany kraj. 😉 Ale znaków wciąż jest tu niewiele w porównaniu z Polską. Jednak pojawiają się pojedyncze znaki pierwszeństwa i końca ograniczenia prędkości – mylące znaki stopu także widać. 😉

Na samej północy za to drogi zrobiły się kręte i było mało lamp – wracałam więc z klifów zupełnie po ciemku. Ale wciąż ulica była szersza, więc łatwiej się tam jeździło niż na południu.


Starałam się nie narzekać, a przedstawić obiektywny obraz tego jak prowadzi się samochód na Korfu. Mam nadzieję, że mi to wyszło, bo w gruncie rzeczy prowadziło mi się tutaj całkiem dobrze i po kilku dniach (a mało jeździłam) czułam się bardziej pewnie i komfortowo. Pewnie gdyby był duży ruch łatwiej by było o stłuczkę, ale w takich warunkach brak znaków tak bardzo nie przeszkadzał i nie rozpraszał, a do tego pomógł mi nauczyć się lepiej jeździć. Po prostu dziwne było to, że jeździło się trochę „na czuja” – zupełnie jak w Meksyku w San Cristobal. 🙂

Nisia

Szukasz inspiracji na kolejną podróż? Chcesz poczytać o konkretnym miejscu? Zajrzyj tutaj.

Posty, które mogą Ciebie zainteresować:

Dodaj komentarz