Pożegnanie z Almerią (Hiszpania)

Co warto zobaczyć w Almerii?

Na pewno Alcazabę, do której droga prowadzi przez małe, urokliwe uliczki pełne kwiatów.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Stamtąd rozpościera się widok na miasto i miniaturowy „chiński mur” 😛

319

Nigdy w Chinach nie byłam, ale niech żyją skojarzenia, dzięki nim życie jest prostsze i bardziej interesujące. 😉 Idąc dalej tym torem, czy poniższe nie kojarzy się z Rio de Janeiro…? 😛

320

A ten dzwon z Meksykiem…? 😛

Ciekawe były też drzewa przystrzyżone na okrągło – nigdzie takich wcześniej nie widziałam. Dla mnie było to bardzo specyficzne zjawisko. 😉

331

Po drodze znalazło się też kilka ciekawych miejsc…

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

…i graffitti. Tych ostatnich o wiele więcej było w Maladze – właściwie było ich pełno w całym mieście.

Co mi się nie podobało w Hiszpanii to szklarnie, w dużej mierze skupione wokół Almerii. Ofoliowane, odbijające słońce, wyglądały mało estetycznie, kiedy zbliżaliśmy się do miasta. Było biało i brzydko – no, ale to jest moje osobiste zdanie. 😉

269

Kolejnym ciekawym miejscem były schrony, które są bodajże największe w Europie. Jedynym minusem jest to, że trzeba tutaj znać hiszpański albo być z osobą, która potłumaczy, ponieważ pani przewodnik opowiadała tylko po hiszpańsku. Jednak warto było tam wejść, bo wstęp kosztował tylko 3€, na początku oglądaliśmy film z angielskimi napisami, a potem zwiedzało się schron (całość trwała ok 1.5h).

W środku było kilka pomieszczeń, jak szpital czy prywatny schron. Bardzo ciekawe miejsce, szczerze polecam tym, których podobne rzeczy interesują.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

W Almerii wbrew pozorom słońce przypieka nawet w kwietniu i można spalić sobie nos (co prawie mi się udało, zupełnie przypadkiem). Nie czuć tego aż tak, bo często wieje chłodny wiatr (czasem odnosi się wrażenie, że jest się bez ubrania, bo przewiewa zupełnie na wylot). Oczywiście nie wzięłam ze sobą kremu przeciwsłonecznego, bo stwierdziłam, że będzie za zimno, żeby trzeba było chronić się przed promieniami słonecznymi. 😉 Ale nos przetrwał, bo następny przystanek był w Granadzie, gdzie słońce chowało się za chmurami.

351

A wlaśnie… co warto zjeść, będąc w Andaluzjii – napewno churros con chocolate, czyli coś a la podłużne racuchy maczane w czekoladzie. Niektórzy jedzą je na śniadanie, bo uważaja je za wystarczająco sycące, ale głodomór taki jak ja do końca się nie naje 😛 .

354

Dobre są również tostadas, czyli tosty – często są to przypieczone bagietki z dodatkiem na górze, na przykład ze zmiksowanymi pomidorami, tuńczykiem, pomidorami i tuńczykiem, masłem, sobrados (sos, którego smak ciężko określić, nie jest on ostry, ale odniosłam wrażenie, że jest robiony z papryczki chilli), etc.

Chorizo są to bardzo dobre smażone kiełbaski.

Hiszpania słynie również z tapas, ale z nimi trzeba uważać, bo czesto są malutkie i człowiek moze zbankrutować, jeśli chce się najeść, a pożera tak duże ilości jedzenia jak ja. 😛 Często tapas są małe, a kosztują koło 2-3€ (na północy zwane również pintxos i często serwowane na kawałku bagietki).

W Almerii znajome pokazały mi knajpę, gdzie tapas wraz z napojem kosztowały niecałe 3€, a było to normalne jedzenie. Knajpa była oczywiście oblegana (i tu sprawdza się to, co zawsze powtarzał znajomy – że najlepiej jest jeść tam, gdzie jest dużo lokalnych ludzi, bo oni znają najlepsze knajpy). Z drugiej strony weszłyśmy też do innego lokalu, gdzie tapas było dobre, ale tak małe, że chyba musiałabym zjeść z 10, żeby się najeść. 😉 Kelner w tym lokalu był tak wylozuwany, że aż raziło. 😛

Jesli chodzi o napój to oczywiście sangria, tinto de verano albo inne podobne. 😉
Ciekawy smak miały również lody mohito (limonka + mięta).

Mimo iż mieliśmy kwiecień, mimo iż wiało w Almerii, to i tak udało mi się zażyć słońca i wyjść w sukience na plażę (ostatniego dnia, kiedy  wyjeżdżałam! 😛 ). Było bardzo ciepło i tym razem nawet wiatr nie dał rady tego popsuć. 😉 Kilka osób się opalało, a niektórzy nawet odważyli się wykąpać, chociaż woda ciepła nie była (ale do zimniejszych też nie należała).

352

Potem, w porównaniu z innymi miastami, które zwiedziłam w Hiszpanii, stwierdziłam, że Almeria to niewielkie miasto, w którym niedużo się dzieje, a jedzie się tam raczej po to, żeby wypocząć (jak juz wiatr przestanie wiać ;)). Jest tam ładnie i spokojnie, są miejsca, które warto zobaczyć, ale nie umywa się do Sewilli czy Cordoby. Bardziej bym ją porównała do naszego Sopotu. 😉

353

No to pora pożegnać się z Almerią – do następnego razu, może jeszcze to wrócę, kto wie co mi życie przygotowało. 😉

340

Nisia

Inne wpisy o Almerii:

Dodaj komentarz