Plantacje herbaty w Cameron Highlands (Malezja)

Cameron Highlands jest dość znane wśród podróżujących po Malezji. Znajdują się tam plantacje herbaty – może nie tak duże jak na Sri Lance czy w Indii, ale wciąż piękne i robiące wrażenie. Przy okazji powstało kilka innych atrakcji jak farma truskawek czy motyli. No i zawsze można wybrać się do dzikiej dżungli! 🙂

Wycieczki

Zdecydowanym plusem wycieczek w Cameron Highlands jest ich duży wybór oraz możliwość kupienia do późnej godziny – przynajmniej w okresie ramadanu w mieście Tanah Rata, które nie jest największe w okolicy, ale położone dość blisko plantacji. Miejsce leży w górach, więc o ile nie miałeś postoju w Ipoh (moim zdaniem nie warto tam nocować, jeśli ma się bardzo ograniczony czas) to dojazd tutaj zajmie Ci kilka godzin zarówno z Penang (ok 4,5h autobusem), z Kuala Lumpur (ok 3,5h) jak i z Perhentian Islands (ok 8h). A to znaczy, że prawdopodobnie wylądujesz w okolicy po południu, a może nawet wieczorem – wciąż jednak nie ma się co martwić o kupno wycieczki – często można tego dokonać w hotelu/pensjonacie, w Tanah Rata pełno jest też mini stoisk z ofertami, które otwarte są do 22. Ciekawe jest to, że niby korzystają z tych samych przewodników, a jednak często wycieczki różnią się od siebie małymi szczegółami. My przez pół godziny szukaliśmy tej idealnej i udało się nam ją znaleźć! 🙂

Większość wycieczek trwa pół dnia i zaczyna przed 9, ale są też wyjazdy o 14 oraz wycieczki całodniowe, kóre kończą się koło 18. Niektóre firmy oferują też możliwość zobaczenia wschodu słońca na plantacji (od 6). Uderzyło mnie tutaj to, że byliśmy na urlopie, a trzeba było dość wcześnie wstać – wcześniej niż normalnie wstaję do pracy (ale przyznaję, że ja długo śpię jak na dorosłego człowieka nawet jak idę do pracy :P).

Jedna z atrakcji wycieczki – strzelanie igłami z rurki lokalsów

W Tanah Rata nie ma ani komunikacji miejskiej ani Graba, trzeba więc pojechać na zorganizowaną wycieczkę, wynająć sobie skuter czy samochód albo wozić się taksówką. No i oczywiście zostają spacery piechotą, ale w zależności od tego, gdzie chcemy się wybrać, może być to dość kiepska opcja, bo na przykład na wypad do dżungli w poszukiwaniu rafflesi szlibyśmy zdecydowanie zbyt długo. 🙂 Zastanawiałam się na początku nad wynajęciem skutera (trzeba mieć prawo jazdy), ale uczenie się jazdy na skuterze w tym miejscu odradzili mi to na podróżniczych forach dyskusyjnych, ponieważ drogi tutaj są dość małe, niekoniecznie nowe i do tego teren jest dość górzysty. I myślę, że mieli rację. 🙂 Nie udało się na skuter namyśleć na Langkawi, ale myślę, że kiedyś wreszcie nadejdzie ten czas i zdecyduję się! 😉 Samochodu nie wypożyczaliśmy, pewnie dlatego, że Czaro nie ma prawka, a ja się nie odważyłam. Jak teraz o tym myślę, to nie wiem, czy w Tanah Rata jest jakaś wypożyczalnia samochodu – pewnie jest, ale głowy za to bym nie dała. 😉

Dżungla i największy kwiat na Ziemi

Pierwszą atrakcją wycieczki był trekking po dżungli w poszukiwaniu Rafflesi, czyli największego kwiatu na świecie. Rośnie on głęboko w dżungli, kwitnie tylko przez kilka dni, trzeba więc udać się w konkretne miejsce i szukać go, pytając o drogę lokalsów łażących po dżungli.

Dojazd do dżungli był o tyle nieprzyjemny, że w dolinach znajdowała się masa plantacji przypominających szklarnie, więc całe doliny wypełnione były folią. Wyglądało to okropnie, zwłaszcza że niektóre z nich były podarte i powiewały na wietrze – przedstawiały istny obraz nędzy i rozpaczy…

Ale za to dżungla jak to dżungla była przepiękna! To jest coś, co uwielbiam, więc trekking sam w sobie był dla nas atrakcją i nie dbaliśmy o to, czy znajdziemy Rafflesię czy nie. W przeciwieństwie do innych uczestników, którzy nie mogli się nadziwić naszemu podejściu – bo przecież ten kwiat był celem długiej i męczącej wędrówki, a nas trzeba było zachęcać do zrobienia sobie z nim zdjęcia! Dla nas ważniejsza była wędrówka i przygoda. 🙂 A przygodę faktycznie miałam, bo się przewróciłam i krew lała mi się z ręki. Nie udało mi się wyjąć kolców i mózg płatał mi figle (jeśli jeszcze o tym nie czytałeś, na bardziej obrazowy opis zapraszam tutaj).

Jeśli chodzi o Rafflesię, to kwiat ten wyglądał trochę jakby był z gumy, bo miał dość grube płatki – w końcu były one dość duże i nie mogły być zbyt cienkie, żeby nie podarły się przy lekkim dotknięciu. Przewodnik mowił nam, że kilka lat temu nie musiał tak daleko wchodzić w dżunglę, żeby ją znaleźć. Rosły niedaleko miejsca, gdzie parkował jeepa, ale teraz przez wycinkę drzew w ich miejsce rosną bambusy i trzeba iść z półtorej godziny, żeby je znaleźć. Trekking w całości zajął około 2,5 godziny i przeszliśmy ok 10 km.

Rafflesia – największy kwiat na świecie
Na farmie motyli w Cameron Highlands

W drodze zahaczyliśmy również o farmę motyli (wstęp 7 ringittow). Ogólnie da się z kierowcami dogadać co do tego, gdzie chcemy czy nie chcemy jechać, ale my byliśmy z dwoma innymi parami, a oni byli chętni do oglądania wszystkiego, więc nie nalegaliśmy. Cierpliwie więc oglądaliśmy różne gatunki motyli – niektóre wielkości dłoni, że aż człowiek się odsuwał jak przelatywały obok.

To na co czekaliśmy, czyli plantacje herbaty

Dla nas głównym punktem programu były plantacje herbaty znajdujące się w Cameron Highlands na wysokości 1600m. Niby można do jednej z nich dojść na piechotę (koło 45-60 min), ale drogi są kręte i wąskie, więc nie jest to pewnie zbyt bezpieczne, a my nie mieliśmy zbyt wiele czasu, żeby ryzykować, że nie dojdziemy. W Cameron Highlands spędzaliśmy właściwie jeden dzień i dwie noce. Staraliśmy się więc wykorzystać ten czas jak najlepiej. To niestety oznaczało jakieś 40 minut na miejscu plus 20 minut na podziwianie widoków z busa.

Byłam trochę zawiedzona, ale coś za coś – gdybyśmy mieli spędzić tutaj więcej czasu musielibyśmy zrezygnować z wyprawy do dżungli albo spędzić mniej dni w innym miejscu. A ja nie mogłabym się zdecydować – czy krócej wypoczywać na Langkawi, nie oglądać tylu świątyń na Penang, nie odwiedzać sanktuarium słoni w Kuala Gandah, nie zwiedzać miasta przyszłości jakim była stolica czy może nie snorkellować na Perhentian Islands? Z żadnych z tych rzeczy nie byłam w stanie zrezygnować, bo plan i tak był już okrojony i napięty po brzegi. 40 minut na plantacjach musiało więc wystarczyć. 🙂

Praktyczna rada dla podróżników – plantacje herbaty Boh są zamknięte w poniedziałek, trzeba więc uważać, żeby nie wylądować tam tego dnia. Nie wiem, czy to znaczy, że nie ma tam w ogóle dojazdu (nie potrafię sobie tego wyobrazić, bo nie kojarzę żadnego szlabanu na drodze) czy tylko kwestia tego, że sklepik z herbatą, kawiarnia i fabryka herbaty są zamknięte.

Potem odwiedziliśmy jeszcze plantacje truskawek, które na Polakach nie robią zbyt wielkiego wrażenia – kto z nas nie widział sadzonek truskawek?… Chyba że jednak nie aż taki ze mnie mieszczuch, skoro dla mnie jest to znajomy widok. 😉 Ale w końcu babcia miała duże pole, gdzie zdarzało mi się zrywać owoce i jeść prosto z krzaczka (ale dzieciństwo – tylko pozazdrościć! 😉 ). To co bardziej mi się podobało to znajdująca się tuż obok kawiarnia z różnymi słodkościami truskawkowymi takie jak gofry z owocami i bitą śmietaną czy gorąca czekolada z truskawkami – po prostu pycha!

Ostatnią atrakcją była wizyta w Mossy Forest, czyli lesie pięknie porośniętym mchem. Niestety zaczęło padać, mknęliśmy więc w deszczu przebrani za kolorowe potwory – od wejścia do punktu widokowego, z którego w większości było widać po prostu chmury. 😉 Ale zdarzyły się prześwity między chmurami i nawet udało się co nieco zobaczyć! Tu też spędziliśmy jakieś 30 minut chodząc po lesie czy chowając się przed deszczem pod liśćmi i platformami wieży widokowych. I tak jak w Cameron Highlands przewodnik ostrzegał nas przed pijawkami, których ponoć tam pełno, tutaj mówił, że ani pijawek ani komarów nie ma, bo znajdowaliśmy się na zbyt dużej wysokości. Można więc było chociaż na moment odetchnąć z ulgą.

Jedzenie i nocleg

W Tanah Rata można było zjeść zupkę zwaną Hotpot albo steamboat soup – wielka frajda z tym jest, bo zupę trzeba ugotować samemu. 😀 Nie brzmi to może jak dobra zabawa, ale możecie mi wierzyć, że satysfakcja murowana! Wygląda to tak, że dostajesz gar z rosołkiem na gazie i masę rzeczy do ugotowania – w zależności od zestawu jest to na przykład różna zieleninka, rybki, krewetki, kurczak, tofu, surimi, jajko, etc. Nam przynieśli zestaw na 2 osoby z sześcioma półmiskami jedzenia. Byliśmy bardzo głodni, ale nie daliśmy rady zjeść wszystkiego, a i tak wyszliśmy obżarci.

Składniki wrzuca się według własnego zapotrzebowania i chęci – jajko można wrzucić w skorupce albo rozbić do gotującego się wywaru. Wszystko ładnie się gotuje, a my podżeramy na bieżąco. Jest to nie tylko dobre, ale daje też trochę frajdy. 🙂 Podpatrzyłam Chińczyków, którzy wydawali się wiedzieć, co robią, i wyszło, że najlepiej na mały talerzyk wykładać sobie jedzenie do wystygnięcia jak krewetki czy kurczak, a do małej miseczki nalać rosół i dodać makaron, żeby był cały czas ciepły. I zajadać po trochu z obu.

Aż mi ślinka cieknie jak o tym piszę… Wróciłoby się do tamtego miejsca chociażby po to, żeby uraczyć tej cudownej zupki! 😉

Photo by Czaro (instagram.com/czesu)

Tanah Rata właściwie bardziej przypomina wiochę z trzema ulicami na skrzyż niż miasto. 😉 Kawałek dalej jest zdecydowanie większe miasto, może z 15 min jazdy, i przyznam szczerze, że dziwię się, że tamto miejsce nie jest znane. Nie wiem, czy jest bardziej warte, żeby tam przenocować, ale wygląda na mocniej rozwinięte – może dla odmiany mają tam aptekę. 😉 Jeśli nie chce się zwiedzać plantacji na piechotę czy taksówką to chyba lepiej zatrzymać się tam. Chyba że oczywiście lubi się takie klimaty jak Tanah Rata – mnie nawet podobało się tutaj.

Płaciliśmy 125 RM/dobę (dla przypomnienia około 120 zł) za pokój dwuosobowy w miejscu, które nazywało się Hillview Inn Cameron Highlands (rezerwacja przez Booking), ale tanio to nie było i bez luksusów. Jednego wieczora nie było nawet ciepłej wody, a że w Cameron Highlands jest chłodniej niż na wyspach czy w stolicy to jednak był to wielki mankament. Nie wiem, czym to było spowodowane, bo brałam prysznic przed północą (mają boiler, który nie działa całą dobę?) i nie chciało mi się już robić o to burdy nad ranem. Zwłaszcza, że rano szukałam apteki. 😉

Ale w mieście widziałam niższe ceny i nawet mignęło mi gdzieś za nocleg „low season price” 35-50 RM. Takiego noclegu raczej nie zarezerwuje się na booking (chociaż kto tam wie) i pewnie jak zawsze jest to łóżko w sali wieloosobowej, ale każdy ma swoje wymagania i wielu osobom to wystarczy. 🙂

Gdzie dalej?

Można się stąd udać na Penang (my stąd przyjechaliśmy) albo w drugą stronę na Perhentian Islands (tutaj my się udaliśmy). Można pewnie i dojechać do Kuala Lumpur i wydaje mi się, że widziałam nawet autobusy do Tajlandii.

Żeby dostać się do Perhentian trzeba najpierw pojechać do Kuala Besut, a stamtąd popłynąć łódką. Bilety zarówno na przejazd jak i łódkę bez problemu można kupić na przykład na Bus Online Ticket, a także na miejscu w biurze podróży bądź przy mini dworcu (przynajmniej poza okresem największego oblężenia turystycznego można je dostać na następny dzień). Dojazd z Cameron Highlands zajął łącznie ponad 7h i wszystkie autobusy odjeżdżały o godzinie 10 rano.


Jeśli mieszkasz we Wrocławiu i masz ochotę posłuchać o Malezji, zapraszam na prezentację w pubie Wędrówki we wtorek 4.09 na godz 20. Trudno w to uwierzyć, ale obecnie wydarzeniem na Facebooku zainteresowało się ponad 700 osób! Wiem, że dużo ludzi klika w wydarzenia, żeby dostać przypomnienie za jakiś czas i wtedy zdecydować, ale nawet jeśli przyjdzie 1/3 to będzie to ponad 200 osób. Zobaczymy, co z tego będzie! 🙂

Nisia

Photo by Czaro (instagram.com/czesu)

Szukasz inspiracji na kolejną podróż? Tutaj znajdziesz link do mapy z zaznaczonymi miejscami, w których byłam, i linkami do notek.

Posty, które mogą Ciebie zainteresować:

2 myśli na temat “Plantacje herbaty w Cameron Highlands (Malezja)

Dodaj komentarz