Grecja po raz pierwszy (Velika)

Kiedyś w moim wyobrażeniu państwa istniały w sztywnych granicach. Dopiero jak zaczęłam jeździć po świecie, a nawet chwilę później, zobaczyłam co w praktyce znaczą wpływy jednego kraju na drugi, jak kultury przenikają się, inspirują innymi. W Grecji muzyka bardzo przypominała mi muzykę turecką, język też trochę tak zaciągał. Podobnie jest zresztą na całym świecie – na Malcie jeżdżą po lewej stronie, bo wyspa była kiedyś kolonią angielską (nie jest to zresztą jedyne podobieństwo), w Andaluzji w Hiszpanii pałace pełne były charakterystycznych dla muzułmańskiej architektury szczegółowych rzeźbień, a na Penang w Malezji znajdowało się ogromne chinatown – więcej było tam Chińczyków niż Malajów i były tego widoczne oznaki w mieście. A to tylko kilka przykładów.

Niektóre państwa czy społeczności bronią się przed wpływami z zewnątrz (jak Japonia czy nawet Polska), ale mimo to nie da się uniknąć przenikania pop kultury. Naprawdę świat staje się wielką globalną wioską bez względu na to czy tego chcemy czy będziemy się przed tym bronić. Otwarte granice bardzo przyczyniają się do tego. Moim zdaniem jest to plus, ale mam nadzieję, że jednak przez to nie umrze kultura i tradycja poszczególnych miejsc, bo byłoby szkoda, gdyby cały świat stał się do siebie bardzo podobny.

Ani że nie zostaną zniszczone wszystkie piękne miejsca, bo to już się dzieje – niektóre zostają zamknięte na jakiś czas, by mieć szanse na regenerację – jak najsłynniejsza plaża w Tajlandii. Nawet na Perhentian Islands pełno było śmieci przy plaży Long Bay, a na samej plaży wśród piasku można było znaleźć przerażająco dużo niedopałków papierosów. W głowie mi się nie mieści jak ludzie mogą tak bezmyślnie śmiecić. :/

Wpis z serii Z Życia Bloga, czyli co się u mnie działo w tym miesiącu i jak wyglądają moje podróże od podszewki

Velika – przytulna wioska w Grecji

Takie przemyślenia naszły mnie w czasie wyjazdu do Grecji, na który wybraliśmy się pod koniec lipca. Jakoś wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, pomimo tego, że było mi to prawie wskazywane palcami przez czytane blogi, audio przewodniki czy samą architekturę, która krzyczała do mnie „nie pochodzę stąd – czy Ty tego nie widzisz?!”. 🙂 Siedząc na statku w Grecji dopiero zaczęło do mnie docierać jak bardzo turecka jest Grecja (a może to Turcja jest grecka?). Nie jest to może zbyt dobre określenie, ale chyba rozumiecie, o co mi chodzi? 🙂 Kultura grecka jest bardzo przesiąknięta kulturą turecką – ich stroje narodowe, taniec, nawet język – to wszystko jest do siebie trochę podobne. I przyznaję, że nie byłam nigdy w Turcji, więc może moje wyobrażenie jest choć trochę mylne. 😉 Anyway…

W Grecji byłam pierwszy raz, a Velika, do której pojechaliśmy to właściwie wioska z niedużą infrastrukturą turystyczną. Wygląda na to, że więcej tam noclegów oferowanych przez prywatnych właścicieli niż hoteli. Ale standard jest całkiem spoko – przynajmniej tam, gdzie my nocowaliśmy (było to Studio Vasso, którego nie mogłam zlokalizować w internecie). Wcześniej ten kraj kojarzył mi się tylko i wyłącznie z wyspami i pięknymi plażami, a tymczasem około 80% kraju to są góry(!).

Velikę odwiedzają głównie Polacy, ale jest też trochę Greków w weekendy. Mamy nawet swoją flagę wywieszoną przy plaży, co oznacza duże nastawienie na turystów z naszego kraju. W knajpach mieli często menu po polsku, z których można było się pośmiać, bo ewidentnie pochodziły z google translate. 😉 Znajdowały się tam proste błędy braku odmiany słów jak „ryba z pomidory i papryka”, przez literówki („dorszcz”) aż do tłumaczeń, które ciężko było zrozumieć (np w sekcji z mięsnymi daniami znajdowało się coś o nazwie „część okrągła” :D). Kelnerzy też używali polskich zwrotów i wychodziły im zbitki 3-językowe, na przykład „souvlaki with frytkis”. Czasem trzeba było mocno się postarać, żeby nie wybuchnąć śmiechem. 😀

Jest też oczywiście polska strefa, gdzie można obejrzeć film czy pośpiewać. Na chwilę zaszliśmy tam na karoke, by popatrzeć jak to wygląda – zawsze byłam przeciwna polskim strefom, miałam o nich złe zdanie, a tak naprawdę nigdy do takiego miejsca nie zawitałam – chciałam więc przekonać się na własnej skórze jak to jest. Jak było? Tak jak się spodziewałam – królowało disco polo, którego fanką zdecydowanie nie jestem. 😉

Obszar chwali się bardzo długą plażą liczącą bodajże koło 13 km. Trzeba jednak być świadomym, że nie jest to ładna piaszczysta plaża, do jakiej przyzwyczailiśmy się w Polsce, ale plaża „kamienisto-piaszczysta”, co w praktyce oznacza przewagę małych kamieni nad piaskiem. W dodatku wszystko w kolorze szarym, woda w morzu nie jest ani turkusowa ani przezroczysta jak na Majorce czy w Malezji, nie ma więc jak zachwycać się nad pięknem tego miejsca, bo troszkę ponuro to wygląda. 😉 Ale swoje funkcje spełnia – można się opalać, kąpać w morzu, a gdzieniegdzie nawet pograć w siatkówkę. Przy odrobinie szczęścia można trafić na mniej mętną wodę i nawet zobaczyć trochę rybek. Najlepiej zabrać ze sobą jakieś butki do pływania, bo wejście do morza pokryte jest kamieniami, więc boli. Odczuwalnie. Ja niestety o tym nie pomyślałam, miałam więc przymusowy (i niezbyt przyjemny) masaż stóp.

Zdjęcie zrobione dronem by Czaro (instagram.com/czesu), postprodukcja by Nisia

Przez cały tydzień jak byliśmy w Velice mniej lub bardziej wiało, ale był to wiatr lekko ochładzający, co działało na plus przy ponad 30 stopniach. 🙂 Na morzu były więc fale i sama woda musiała być kilka stopni chłodniejsza, bo różnica była odczuwalna. Znów na plus, bo inaczej można by udaru dostać. 😉 Na szczęście nie było aż tak gorąco jak na środek sezonu w Grecji – normalnie ponoć jest tam 40 stopni, a teraz było koło 30-33. Dla mnie temperatura prawie że idealna, niektórym było za gorąco. 😉

Ciekawostki z regionu

Jak pisałam w zeszłym miesiącu, do Grecji pojechaliśmy z biurem podróży, bo chcieliśmy załapać się na jakieś last minute po niskiej cenie. Niestety nie grzeszymy pośpiechem, jeśli chodzi o plany i już drugi raz gdzieś w lipcu decydujemy się, że fajnie by było jeszcze w lato pojechać w ciepłe miejsce poobijać się na plaży. A to już zdecydowanie za późno, żeby na własną rękę zorganizować sobie niedrogi wyjazd. Może i dałoby się na ostatnią chwilę, łapiąc obniżki na loty czarterowe, ale niestety do tego potrzebny jest urlop zarezerwowany na kilka dni przed, a u mnie nie do końca się da, bo wszyscy inni w pracy już zarezerowali terminy i miałam niewielką lukę, żeby się wstrzelić.

Fakt, że jechaliśmy z biurem podróży ułatwiał nam dostęp do ciekawostek, informacji o regionie i jedniodniowych wycieczek. I tak samo jak na Majorce, tutaj też nie daliśmy rady usiedzieć na plaży przez cały tydzień, więc trzeba było pojeździć w różne miejsca, a wycieczki były na tyle tanie, że ponownie nie organizowaliśmy ich na własną rękę – zwłaszcza, że byliśmy na końcu świata i ciężko byłoby dojechać gdziekolwiek. 😉 Ale o wycieczkach innym razem, bo ten post zamieni się w straszącego olbrzyma. 😉 Powiem tylko, że możecie spodziewać się wspinaczki na pagórek w Velice przy około 30 stopniach i gorącym słońcu, klasztorów na wysokich skałach (przepiękne!), rejsu na klimatyczną wyspę, ponoć trzeciej najpiękniejszej plaży w Europie (nie potwierdzone), wodospadów, ogromnego kanionu, schroniska na Olimpie oraz zamku – i to wszystko tylko w 3 dni! 😉

W Velice jest bardzo gorąco, więc fakt, że woda z kranu jest ciągnięta z gór i zdatna do picia wiele ułatwia – nie trzeba regularnie chodzić do sklepu, żeby się w nią zaopatrzyć. W niektórych miejscach publicznych są też kraniki, gdzie można się napić, ale te, z których ja korzystałam były w stanie zapewnić jedynie wodę o temperaturze powietrza, czyli gorącą i niedobrą. Minusem jest też to, że w Velice większość budynków korzysta z paneli słonecznych do ogrzania wody, co oznacza, że jeśli wyruszasz na wycieczkę o 6 nad ranem albo po prostu bierzesz prysznic przed godziną 11, możesz spodziewać się tylko chłodnej wody (!). Robi się gorąca dopiero jak słoneczko trochę pogrzeje. I o ile o 9 rano można wziąć chłodny prysznic, żeby trochę ochłodzić się po gorącej nocy, tak zimny prysznic o 6, przed rejsem na Skiathos, był złym i nieprzyjemnym pomysłem – ale wyjścia nie było, trzeba się hartować. 😉

To co mnie zawsze zastanawia to polecenia, żeby nie wyrzucać zużytego papieru toaletowego do muszli klozetowej – pierwszy raz spotkałam się z tym bodajże w Meksyku, a potem jeszcze w wielu miejscach w Malezji – w obu krajach często były wywieszki z taką prośbą. To samo miało miejsce w Grecji, co trochę mnie zdziwiło, bo w Europie nie jest to zbyt popularne. No i cały czas zastanawia mnie, czy lokalsi faktycznie stosują się do tego we własnych mieszkaniach – to by znaczyło, że u nich w toalecie z reguły niezbyt ładnie pachnie, bo w każdym z tych miejsc często jest około 30 stopni. W Malezji było to tak rozwiązane, że w każdej prawie toalecie (nawet publicznej) były jakby mini prysznice, z których można było skorzystać. I to ma sens, bo wtedy w koszu ląduje mokry papier, a nie brudny. Ale w innym przypadku… O_o

Zmieniając temat, ale żeby nie przechodzić od razu do jedzenia 😉 – pilot wycieczki opowiadał, że w Grecji występują niewielkie trzęsienia ziemi. Nie byłam tego świadoma, ale ta wiadomość nie wywołała we mnie strachu, a raczej zaintrygowała i zastanawiałam się, czy i nam się to przydarzy. Nie wiem, jak bym w takiej sytuacji zareagowała, ale trochę jeżdżę po świecie i możliwe, że kiedyś na jakieś trzęsienie ziemi trafię, więc w sumie to lepiej byłoby tego doświadczyć przy bardzo małej skali niż od razu z niewiadomo jak dużą siłą. 😉 Ale „niestety” nie doczekałam się. 😉 😀

Co było ciekawe w Velice to warzywniak na kółkach – była to naprawdę świetna sprawa na urlopie, bo nawet nie trzeba było wychodzić z pokoju, żeby iść na zakupy. Świeże warzywa przyjeżdżały do nas codziennie koło 12, pan wjeżdżał nawet na teren naszego ośrodka wypoczynkowego i podjeżdżał nam prawie pod same drzwi (mieszkaliśmy jakby w małych domkach szeregowych). Cudowna sprawa, kiedy masz wolne i jesteś w trybie zupełnego lenistwa! 😉

Czy warto tu przyjechać?

Dojazd do Veliki nie jest zbyt łatwy, samolot ląduje w Salonikach, a stamtąd jakieś 3 godziny jazdy. Trzeba by więc wynająć samochód albo tarabanić się autobusami z przesiadkami. Do tego my lądowaliśmy koło 23 i na miejscu byliśmy po 3 w nocy. Ciężko więc byłoby dorwać autobus. 😉 Z biurem podróży oczywiście nie było tego problemu, bo dowieźli nas na miejsce.

Plusem tego miejsca jest zdecydowanie mało turystów, nawet w środku sezonu, a co za tym idzie dość niskie ceny. Knajpki dają darmowe przystawki albo owoce na deser. I obowiązkowo darmowa woda. Jedzenie też całkiem niezłe, chociaż w niektórych miejscach mogą podawać mrożone ryby zamiast świeżych. Ale konkurencję mają, a klientów niedużo, więc muszą się starać. Plaże nie są zapchane, obszar dość zielony, bo wszędzie duż drzew i góry pokryte lasami. Cykady grają bez ustanku – ci, którzy lubią zasypiać w ciszy, będą tutaj potrzebować zatyczek do uszu. Klimat jest więc całkiem fajny – w końcu to spokojna grecka wioseczka i da się tu zrelaksować. 😉

Jedyne czego musi się tu Polak nauczyć to cierpliwość – trzeba zapomnieć o zegarku i nigdzie się nie spieszyć. W knajpkach bowiem często zdarza się czekać 20 minut na rachunek, a potem kolejne 15 min na kelnera, żeby zabrał nasze pieniądze i przyniósł resztę. Za to nikogo nie zdziwi, jeśli będziemy siedzieć przy stoliku 2 godziny, bo nie będzie nam się chciało wstać, i nie będziemy niczego więcej zamawiać. Ponoć Grecy mówią, że my Polacy mamy zegarki, a oni mają czas. 🙂 Coś w tym jest – w kilku krajach już doznałam takiego życia bez czasu i zwłaszcza na urlopie jest to relaksujące podejście do życia.

Kilka dni przed naszym przyjazdem doszło do pożarów w Grecji, głównie w Atenach, ale chyba też i na jakiejś wyspie. Miałam lekkie obawy, czy pożar nie przydarzy się gdzieś w okolicy, bo w końcu do tamtej pory zginęło kilkadziesiąt osób, było to więc jakieś zagrożenie dla życia. Na szczęście nic takiego się nie stało i jak tylko dotarłam na miejsce, dość szybko pożary stały się odległym problemem nie zakrzątającym zbyt bardzo mojej głowy i udało się dobrze odpocząć. 🙂

Mam wrażenie, że nie do końca łyknęłam tej znanej Grecji, więc napewno jeszcze ten kraj odwiedzę. Chciałabym kiedyś zwiedzić którąś z popularnych wysp – Korfu, Kos, Rodos, Kretę bądź Santorini. Myślę, że jeszcze kiedyś się uda, bo Grecja zrobiła na mnie dobre wrażenie i może nie podoba mi się tak bardzo jak Hiszpania, ale jednak kusi, żeby wrócić. 🙂

Polskie góry

W połowie sierpnia zaplanowaliśmy wyjazd ze znajomymi w góry do Szklarskiej Poręby na jeden dzień – podobnie jak w zeszłym miesiącu pojechaliśmy do Karpacza. Mieliśmy pójść na Szrenicę i Śnieżne Kotły. Niestety, jak to czasem w życiu bywa, nie wszystko idzie zgodnie z planem i wyjazd musiał zostać odwołany. Dlatego też wrzucam tą sierpniową notkę już teraz, bo nie spodziewam się w tym miesiącu już żadnych wyjazdów.

We wrześniu może uda się jeszcze raz wyjechać w Tatry – to by było super! 🙂 Mam wrażenie, że szanse na ten wyjazd kurczą się coraz bardziej – tutaj problem jest taki, że z Wrocławia do Zakopanego jest daleko i przejazd niezbyt dobry. Najlepiej byłoby samochodem, ale jeszcze go nie posiadam. Jeśli się uda, trzymajcie kciuki, żeby pogody nie zabrakło i żeby starczyło nam sił. 😉 Bo chyba powoli zapadam w sen zimowy. Ale myślę, że to dlatego, że szykuje mi się dłuższy wyjazd (can’t talk about it yet!) i próbuję zaoszczędzić trochę gotówki, więc zwalniam z podróżami.

Meteory, Grecja

Z tego też powodu strasznie się miotam, czy jeszcze gdzieś nie jechać we wrześniu czy powinna to być moja ostatnia podróż w tym roku. Z jednej strony to by było smutne, gdybym do końca roku nie pojechała już za granicę. Z drugiej za granicą byłam już 6 razy od stycznia, więc może nie ma za czym płakać. 😛 No i tak w międzyczasie myślałam o hiszpańskich wyspach, o Portugalii, o Malcie czy nawet Bułgarii. Rozważałam nawet wyjazd do Azji, pomimo iż mam Azję zaplanowaną na styczeń. 😉 Niejednokrotnie sprawdzałam tanie bilety i ubolewałam, że nie ma już promocji na wrzesień – były na październik, a ja nie dostanę w pracy tygodniowego urlopu w tym terminie. A że obserwuję Fly4Free na Facebooku to codziennie rano jeszcze w łóżku przeglądam ich oferty. I niejednokrotnie zdarza mi się z rana nakręcić na jakiś wyjazd (przynajmniej szybko się rozbudzam 😉 ), aby po kilku godzinach stwierdzić, że może rozsądniej byłoby już nigdzie w tym roku nie jechać, ale uzbierać hajs na Azję. I na nowego laptopa.

I tak w końcu napaliłam się też na Sardynię, która ponoć jest przepiękną wyspą, ma nieziemskie plaże i do tego spore góry (najwyższy szczyt przekracza 1800m n.p.m.). Okazało się, że bilety nie są aż takie drogie, a da się też znaleźć tanie mieszkanie dla kilku osób. Wygląda na to, że sezon na Sardynii kończy się w połowie września, a potem jest o wiele taniej. Zaczęłam więc szukać chętnych na wyjazd i wypytywać znajomych. Większość miała już zaplanowaną jakąś podróż na wrzesień. To tylko my tacy spóźnialscy szukamy czegoś na ostatnią chwilę. 😉 Ale ostatecznie poszłam po rozum do głowy i na razie dałam sobie spokój z podróżami. Chyba mam kilka innych spraw do załatwienia, muszę chociażby wziąć się na porządnie za robienie prezentacji (już tylko 2 tygodnie zostały!) oraz sklejanie filmików i rozkręcenia kanału na Youtube. 🙂 Mam nadzieję, że jak już ruszy to mi pomożecie i zasubskrybujecie, bo bez 100 subskrypcji nie mogę nawet wybrać nazwy kanału w linku. 🙁

Nowa mapa

Co jeszcze działo się w tym miesiącu? Niedawno trafiłam na mapę Polarsteps i strasznie mi się spodobała – lepiej się prezentuje niż Google Maps, więc jestem w trakcie przenosin. Tą starą mapę prawdopodobnie zostawię z inspiracjami na przyszłość, bo wrzucam tam też linki do znalezionych w necie zdjęć i artykułów.

Na Polarsteps za to można oglądać pojedyncze podróże (co pomoże przy planowaniu swoich), zaznaczyć wszystkie miejsca po drodze oraz przejrzeć statystyki. No i można obserwować ludzi, ale do tego trzeba mieć konto w serwisie. Zapraszam do podglądania – na razie nie wrzuciłam tam jeszcze wszystkich podróży, ale będę systematycznie je uzupełniać.

https://www.polarsteps.com/Podroznisia

Dajcie znać, czy Wam się podoba. 🙂

* Główne zdjęcie by Czaro (instagram.com/czesu), Meteory

Nisia

Zdjęcie by Czaro (instagram.com/czesu), wąwóz Enipeas

Szukasz inspiracji na kolejną podróż? Tutaj znajdziesz link do mapy z zaznaczonymi miejscami, w których byłam, i linkami do notek.

Posty, które mogą Ciebie zainteresować:

6 myśli na temat “Grecja po raz pierwszy (Velika)

Dodaj komentarz