Szukając spokoju w Czechach (Brno)

Czechy są dość blisko Wrocławia i sama zaczęłam się sobie dziwić, że jeżdżę tam tak rzadko, bo to przecież rzut beretem, a jest co zwiedzać. Nie tylko piękne miasta, ale także super góry i przyroda. I właściwie nie trzeba brać urlopu, bo da się zorganizować weekendowy wyjazd. Czego chcieć więcej? 😉

Czytaj dalej „Szukając spokoju w Czechach (Brno)” →

Pierwszy raz wypożyczyłam samochód i zajechałam w góry! (Kreta)

Ostatni dzień wyjazdów często jest bardziej nudny, bo wrzuca się tam zapychacze czasu – żeby coś jeszcze zrobić, ale jednak nie za dużo, bo trzeba zdążyć na samolot do domu.

Tym razem jednak w ostatni dzień wyjazdu na Kretę przeżyliśmy przygodę…! 😀

Czytaj dalej „Pierwszy raz wypożyczyłam samochód i zajechałam w góry! (Kreta)” →

Nurkowanie wcale nie jest straszne! (Kreta)

Znalazłam kilka firm na Krecie, które oferowały krótki kurs zapoznawczy z nurkowaniem (Discover Scuba Diving) w cenie €65-€80 za osobę. Niektóre miały mało informacji na stronie, inne miały bardzo kiepską stronę (zboczenie zawodowe się odzywa :p), a inne nie były blisko. Ostatecznie wybraliśmy firmę Omega Divers, którą wcześniej znalazłam w internecie i obok której znaleźliśmy się przypadkiem, zwiedzając centrum Chanii. Pogadaliśmy chwilę z nimi, dowiedzieliśmy się, że w cenie są zdjęcia (zawsze na plus!) i zobaczyliśmy fotki pięknej plaży, na której uczylibyśmy się nurkować. To przeważyło. 🙂

Czytaj dalej „Nurkowanie wcale nie jest straszne! (Kreta)” →

Piękna Laguna (Balos, Kreta)

Wyjazd na Kretę miał służyć głównie odpoczynkowi, ale jak to tak przez 10 dni nie zwiedzić żadnego cudownego miejsca i siedzieć na tyłku cały czas? 😉 Znalazłam kilka miejsc wartych odwiedzenia, w tym Lagunę Balos. To, że tam pojedziemy było pewne, trzeba było tylko zdecydować czy wybieramy się wypożyczonym samochodem czy z wycieczką.

Czytaj dalej „Piękna Laguna (Balos, Kreta)” →

Grecja po raz drugi (Kreta)

Zawsze chciałam jechać na jakąś grecką wyspę, wykąpać się w ciepłym morzu, posiedzieć na ładnej plaży, pooglądać jakieś fajne widoki. Poprzednio byłam na kontynencie w wiosce Velika, zobaczyłam też między innymi klasztory Meteory. Tym razem padło na Kretę, oczywiście za sprawą bezpośredniego połączenia i tanich biletów. 😉

Czytaj dalej „Grecja po raz drugi (Kreta)” →

Co się stało z japońską punktualnością? (Kamakura cz. 2, Japonia)

Poprzednim razem pisałam o kilku świątyniach, które odwiedziliśmy w Kamakurze. Dziś będzie o ostatniej świątyni i małej przygodzie, która spotkała nas w drodze powrotnej.

Jak większość z Was wie, Japończycy słyną z punktualności – pociągi chodzą co do minuty, nie ma więc obawy, żeby przesiąść się na stacji w ciągu 5 minut, zwłaszcza jeśli kupujesz bilet łączony, bo jeśli system Ci na to pozwala, to jest to wystarczający czas na przesiadkę. Tym bardziej więc zdziwiliśmy się, kiedy w Kamakurze czekaliśmy na pociąg w nieskończoność, nie wiedząc co się dzieje. Ale o tym za chwilę. 😉

Czytaj dalej „Co się stało z japońską punktualnością? (Kamakura cz. 2, Japonia)” →

Wędrówka w upale (Bardo)

W ostatnią niedzielę była idealna pogoda, aby wybrać się nad jezioro (do tego trzeba mieć samochód), na basen lub do aquaparku. Było tak gorąco, że człowiek marzył, aby schłodzić się w wodzie. Każdy normalny tak właśnie by zrobił, ale nie my! 😀 My wybraliśmy się do Bardo – Czaro jeździł na rowerze, a ja poszłam trasą pieszą… 😀

Czytaj dalej „Wędrówka w upale (Bardo)” →

Gdzie się podział Pałac Cesarski (Tokio, Japonia)?

Na początku Imperial Palace w Tokio przyniosło rozczarowanie, bo stanęliśmy na pustej polanie z kilkoma drzewami, więc myśleliśmy że zupełnie nic się nie zachowało z terenu. Potem okazało się jednak, że jakieś budynki przetrwały, tylko trzeba było je odnaleźć. Szału i tak nie było, ale lepsze to niż nic! 😉

Czytaj dalej „Gdzie się podział Pałac Cesarski (Tokio, Japonia)?” →

Malta w czerwcu

Drugi wyjazd na Maltę uzmysłowił mi, jak bardzo lubię ten kraj – Malta podobała mi się już za pierwszym razem, kiedy pojechałam tam na tydzień w grudniu 2016. Wtedy jednak było zimno i bardziej ponuro, więc ostatnia podróż dołożyła kilka cegiełek do mojej sympatii.

Poza Hiszpanią jest to drugie miejsce, do kórego chciałabym wracać. 🙂 Mimo iż kraj ten jest dość mały, to myślę, że kryje w sobie wiele ciekawych zakątków i fajnie będzie je odkrywać bez pośpiechu.

Czytaj dalej „Malta w czerwcu” →

Przygotowując przepyszne sushi w Tokio

Jak mogłabym nie skusić się na sushi, będąc w Japonii? To przecież z tym państwem kojarzy się ta potrawa pomimo tego, że w chwili obecnej sushi można dostać prawie na całym świecie (zgaduję, że w Ameryce Łacińskiej mogłoby być ciężko :P) i w Polsce często sushi jest bardziej urozmaicone niż tam. No, ale, spróbować trzeba, a nie wybrzydzać! 😉

Zamiast zwyczajnie kupować posiłek w knajpie, wpadłam na lepszy pomysł, a mianowicie aby pójść na kurs sushi i nauczyć się je robić prosto od specjalisty! 😀 Kilka lat temu próbowałam sama robić sushi, ale z wędzonej ryby, kilku ubogich składników i zwykłego ryżu – zdecydowanie nie było porównania z oryginałem.

Znalazłam więc kurs, poczytałam opinię i zrobiłam rezerwację. Zdecydowanie był to dobry wybór i mieliśmy sporo dobej zabawy zarówno w trakcie przygotowań jak i jedzenia tych pyszności! 😀

Czytaj dalej „Przygotowując przepyszne sushi w Tokio” →

Słońce wyszło już na dobre (Ślęża i Sztokholm)

Słońce już się u nas zadomawia, jest coraz cieplej, śniegu w górach coraz mniej, a co za tym idzie – coraz więcej można jeździć! 😀 Oczywiście zima jest fajna, ale tylko pod warunkiem, że jest śnieg, który cudownie chrzęści pod stopami i dzięki któremu można na przykład nauczyć się jeździć na snowboardzie. Jednak mój organizm potrzebuje promieni słonecznych, żeby łatwiej wstać z rana, szybciej się obudzić i mieć sporo energii na cały dzień. No i od razu humor się poprawia. 🙂

Z tego też powodu maj był całkiem aktywny – na początku wybrałam się po raz pierwszy na otwarcie sezonu wyścigów konnych na Partynicach we Wrocławiu, potem był jednodniowy wypad na Ślężę, a pod sam koniec wyjazd służbowy do Szwecji, w której byłam po raz pierwszy.

Wchodzimy w najlepszy okres roku, kiedy faktycznie można trochę pozwiedzać, nie ubierając się na cebulkę. 😉 Teraz już ze szczerym sercem mogę powiedzieć, że obudziłam się ze snu zimowego i mam motywację do podróżowania, pisania (szkoda tylko, że serwer pada i strona ostatnio czasem nie działa :/) i życia ogólnie. 😉

Ps. Może ja po prostu powinnam przeprowadzić się do ciepłych krajów? 😉

Czytaj dalej „Słońce wyszło już na dobre (Ślęża i Sztokholm)” →