Życie Bez Czasu (Meksyk, Hiszpania, Malezja, Grecja)

My Polacy mamy tendencję do stresowania się opóźnieniami czy nie podążaniem za wyznaczonym planem – zegarek wydaje się wyznaczać nam flow naszego życia. Ta straszna ciągle tykająca wskazówka chyba ciągle przypomina, że czas ucieka, że nigdy nie będzie się już młodszym, że gdyby autobus już przyjechał to byłabym w drodze, że jak się spóźnię to… no właśnie – to niby co strasznego się stanie? Z reguły nie chodzi o to, że ucieknie samolot czy że spóźnimy się na spotkanie o 3 godziny. A nawet jeśli to się przydarzy, to nie oznacza to Apokalipsy i przecież zawsze jest jakieś wyjście z danej sytuacji. Zawsze.

Czytaj dalej „Życie Bez Czasu (Meksyk, Hiszpania, Malezja, Grecja)”

Szukając raju na Perhentianach (Plaża Keranji, Malezja)

Rozmawiając z podróżnikami o Malezji, można nie raz usłyszeć opinię, że warto pojechać na wyspę Perhentian Kecil, bo jest to istny raj na ziemi – piękne plaże, niewielu ludzi, dzika przyroda, brak cywilizacji i wspaniały spokój. Nie do końca w to wierzyłam, nawet jak byłam już na wyspie w okolicach dwóch głównych plaż – Coral Bay i Long Beach.

Zrozumiałam, dopiero jak dotarłam do Keranji Beach po tym, jak musieliśmy przewędrować pół wyspy, żeby się tam dostać.

Czaro wyczytał, że plaża Petani jest jedną z najładniejszych, więc dopytaliśmy się na recepcji jak tam dojść, spakowaliśmy sprzęt do snorkellingu, ręcznik, spray na komary oraz wodę i ruszyliśmy na południe wyspy. To był nasz początkowy cel wędrówki, z możliwością rozszerzenia go do wioski rybackiej, gdzie moglibyśmy zjeść obiad. Ale nigdy nie dotarliśmy w żadne z tych miejsc, bo… 😉

Czytaj dalej „Szukając raju na Perhentianach (Plaża Keranji, Malezja)”

Jak przeżyć z dala od domu – samotność (Azja, Anglia)

Jak mieszka się za granicą bardzo ważne jest wręcz zmuszanie siebie do socjalizowania się z innymi. Nie zawsze ma się na to ochotę, ale wtedy właśnie trzeba być jeszcze bardziej otwartym, wychodzić do innych jeszcze częściej – okazji z reguły bywa mniej niż w Polsce, gdzie często ma się już grupkę znajomych gotowych pójść na piwo, improwizacje, koncert czy pograć w planszówki.

W nowym kraju ma się tendencję do izolowania się – często występują różnice w mentalności, które mogą utrudniać kontakt. Jak mieszkałam w Anglii, zorientowałam się, że Polacy często są postrzegani jako osoby nieuprzejme, bo Anglicy nadużywają słów „przepraszam” i „dziękuję”, a także pozytywnych epitetów typu „fajny”, „piękny”, „wspaniały!”. A my jesteśmy dość oszczędni w słowach i to nie z powodu braku uprzejmości, ale raczej tego, że ktoś musi sobie na przeprosiny zasłużyć. 😉 Niektórzy jednak nie zdają sobie sprawy, że taka izolacja pogłębia te różnice, frustracje i potem jest tylko gorzej. 😉 Ludzie to zwierzęta stadne i bez zaufanego stada powoli wariują.

Trzeba więc dbać o to, aby rozmawiać z innymi (nie tylko przez internet, bo kontakt z „żywą” osobą jest zupełnie inny). Trzeba znaleźć sobie jakąś społeczność czy grupę osób, którą coś łączy – wspólne zainteresowania (podróże, konkretny sport) albo nawet obecna sytuacja życiowa, czyli na przykład Polacy w Tajlandii.

Początkowo chciałam napisać tą notkę w powiązaniu z moją 6-letnią emigracją w Anglii, ale ubogi jej szkic leżał dość długo na zapleczu bloga i ostatecznie napisałam ją, bo w styczniu planujemy jechać z Czarkiem na około 2 miesiące do Azji i sami będziemy musieli zadbać o nasze życie towarzyskie. W Polsce bywa tak, że czasem nie chce nam się wychodzić z domu, ale tam może to pogłębiać poczucie osamotnienia i mieć gorsze skutki, więc będziemy musieli postarać się bardziej. 😉 A będzie o co walczyć, bo w końcu naokoło nas roztaczać się będą azjatyckie krajobrazy!

Czytaj dalej „Jak przeżyć z dala od domu – samotność (Azja, Anglia)”

Pierwsze spotkanie ze snorkellingiem – wyspy Perhentian w Malezji

Snorkellingowa wycieczka całodniowa wykupiona na Perhentian Kecil obejmowała 6 mejsc: turtle point, fish point, shark point, fishermen village, light house i romantic beach. Pierwsze trzy były na większej wyspie, a cała wycieczka kupiona na Coral Bay kosztowała nas 40 RM. Miejsce było wręcz idealne, żeby zacząć swoją przygodę ze snorkellingiem. Nie mam porównania, bo dla mnie to był właśnie początek, więc nie mogę powiedzieć jak to wygląda gdzieś indziej, ale tu jest perfekcyjnie, żeby się ze wszystkim oswoić. Są i szkoły nurkowania od zera, stary wietnamski wrak do zbadania i wiele punktów, gdzie można popływać z rurką i maską. Więcej informacji o wyspach i podróży z Cameron Highlands przeczytacie już wkrótce – dziś będzie relacja z pływania. 🙂

Czytaj dalej „Pierwsze spotkanie ze snorkellingiem – wyspy Perhentian w Malezji”

Nie taki Meksyk straszny jakim go malują

Zanim pojechałam do Meksyku (a było to w październiku 2016), kraj ten widniał w moich myślach jako bardzo niebezpieczny, gdzie królują gangi narkotykowe, gdzie obcinają ludziom ręce albo palce i gdzie lepiej nie jechać, bo jeszcze Ciebie porwą! Meksyk kojarzył mi się jeszcze z bliżej niesprecyzowaną religijnością. Nic poza tym nie wiedziałam.

Nie byłam więc świadoma, że w tym kraju jest wiele przepięknych plaż, niesamowita ilość ruin dawnych miast Majów czy Azteków, całkiem sporo krokodyli oraz nieposkromiona i dzika natura, która gotowa jest walczyć o swoje ostrymi pazurami! 😉

Ta notka siedzi u mnie w szkicach na zapleczu już całkiem długo i jakimś cudem nie ujrzała jeszcze światła dziennego. W międzyczasie słyszałam o sytuacjach jak wojny gangów w Cancún czy Playa del Carmen, oraz o historii Polaka i Niemca, którzy przejeżdżali Amerykę rowerami i zostali zamordowani w Meksyku. Zmienia to trochę oblicze Meksyku, które poznałam na prawie miesięcznym wyjeździe, ale zdecydowałam się opublikować tą notkę w oryginalnej wersji, pozostawiając moje przemyślenia zgodne z własnymi doświadczeniami.

Czytaj dalej „Nie taki Meksyk straszny jakim go malują”

Plantacje herbaty w Cameron Highlands (Malezja)

Cameron Highlands jest dość znane wśród podróżujących po Malezji. Znajdują się tam plantacje herbaty – może nie tak duże jak na Sri Lance czy w Indii, ale wciąż piękne i robiące wrażenie. Przy okazji powstało kilka innych atrakcji jak farma truskawek czy motyli. No i zawsze można wybrać się do dzikiej dżungli! 🙂

Czytaj dalej „Plantacje herbaty w Cameron Highlands (Malezja)”

O tym jak to się zaczęło i jakim cudem tyle jeżdżę

Właściwie to chyba nigdy nie pisałam o tym, jak zaczęły się moje podróże, pomimo iż bloga mam ponad 2 lata, a jest to właśnie blog podróżniczy. 😉 Skupiam się raczej na miejscach, które odwiedzam, ale myślę, że ciekawym może być też dlaczego to robię, jak to robię oraz jak do tego doszło. O tym będzie dziś. 🙂

Całe życie chciałam podróżować, chciałam być Martyną Wojciechowską jeżdżącą po świecie i kręcącą materiały o spotkanych ludziach, piszącą artykuły o odwiedzonych miejscach. 😀 I nie chodziło tu o sławę, ale o odkrywanie nowych miejsc, przeżycia i dzielenie się nimi, zarażanie innych swoją własną pasją. Ale nigdy tak naprawdę nic w tym kierunku nie robiłam, bo zawsze miałam wymówki, zawsze coś innego było ważniejsze. Było to takie dalekie marzenie, z góry skazane na niepowodzenie. Tą chęć podróży spychałam na dalszy plan, ukrywałam ją w głębokich czeluściach mojej duszy, udając, że nie istnieje…

Teotihuacan w Meksyku, październik 2016

Punkt kulminacyjny

Aż do momentu, kiedy dużymi krokami zaczęła zbliżać się 30tka – wielka, straszna 30tka (!), która dała mi dużo do myślenia.

Czytaj dalej „O tym jak to się zaczęło i jakim cudem tyle jeżdżę”

Spotkanie z dżunglą – szukając lekarza i apteki w Malezji (Cameron Highlands)

Ci co mnie dobrze znają wiedzą, że potrafię być niezdarna, czasem się potknę, czasem upadnę – w granicach normy, ale się zdarza. Idąc dalej tą myślą, zdarzyło mi się to także podczas wyjazdu do Malezji i nie byłoby w tym nic wielkiego gdyby nie to, że byłam w dżungli (!). A jak wiadomo, dżungla przecież próbuje wszystkich w jakiś sposób wykończyć. 😉

Po zwiedzaniu wyspy Penang udaliśmy się do Cameron Highlands, gdzie wybraliśmy się na kilkugodzinny trekking po dżungli (o tym będzie następnym razem) – no wiecie, przechodzisz po powalonych bambusach zamiast moście, skaczesz po kamieniach, uważasz na pijawki, bo przestrzegał Ciebie przed nimi przewodnik i już ktoś z grupy dorwał jedną jak przyssała mu się do nogi. Tego typu klimaty.

Czytaj dalej „Spotkanie z dżunglą – szukając lekarza i apteki w Malezji (Cameron Highlands)”

Grecja po raz pierwszy (Velika)

Kiedyś w moim wyobrażeniu państwa istniały w sztywnych granicach. Dopiero jak zaczęłam jeździć po świecie, a nawet chwilę później, zobaczyłam co w praktyce znaczą wpływy jednego kraju na drugi, jak kultury przenikają się, inspirują innymi. W Grecji muzyka bardzo przypominała mi muzykę turecką, język też trochę tak zaciągał. Podobnie jest zresztą na całym świecie – na Malcie jeżdżą po lewej stronie, bo wyspa była kiedyś kolonią angielską (nie jest to zresztą jedyne podobieństwo), w Andaluzji w Hiszpanii pałace pełne były charakterystycznych dla muzułmańskiej architektury szczegółowych rzeźbień, a na Penang w Malezji znajdowało się ogromne chinatown – więcej było tam Chińczyków niż Malajów i były tego widoczne oznaki w mieście. A to tylko kilka przykładów.

Czytaj dalej „Grecja po raz pierwszy (Velika)”

Promując slumsy jako tradycję – Clan Jetties (George Town, Malezja)

Uwaga. Tekst ten pisany był świeżo po wizycie w George Town i dlatego tyle w nim emocji. Postanowiłam jednak zostawić go w takiej formie i tylko dopisać krótkie przemyślenia na koniec. Rozumiem, że niektórzy mogą się ze mną nie zgodzić.

Kiedy czytałam o tym miejscu, miałam już mieszane uczucia i nie wiedziałam, co o tym myśleć. Na miejscu wszystkie emocje pogłębiły się jeszcze bardziej, kierując się raczej w stronę negatywnych uczuć.

Kawałek za portem George Town znajdują się Clan Jetties, czyli stare drewniane domy, stojące tam od dawna, rozwalajające się, śmierdzące, pełne śmieci i szczurów. No dobra, takich miejsc jest kilka i aż jedno z nich było niedawno wybudowane, więc jest nowe i przyjemniejsze, ale tam nie dotarłam, bo znajdowało się dalej i te pierwsze mnie przerosły – byłam głodna, zmęczona i miałam już dość tego widoku. Wszystkie inne, które zwiedziłam, robiły kiepskie wrażenie i sama nie jestem do końca pewna czemu tam poszłam, chyba wygrała ciekawość albo naiwność, że może jednak jest to miejsce inne niż mi się wydawało… Ale nie było.

Czytaj dalej „Promując slumsy jako tradycję – Clan Jetties (George Town, Malezja)”

Flashback: Jesus Grande (Monte Urgull, San Sebastian, Hiszpania)

San Sebastian (bask. Donostia) to bardzo miłe i przytulne miasteczko położone nad zatoką zwaną La Concha i liczące około 200 tys mieszkańców. Stare miasto jest bardzo urocze i warto zapuścić się bez celu w małe uliczki oraz zasiąść gdzieś na pyszne pinxtos.

Ale kolejnymi atrakcjami, o których nie można zapomieć są dwa pagórki leżące po przeciwnych stronach zatoki: na Monte Urgull leży kościół z dość sporym posągiem Jezusa, a na drugim zwanym Monte Igueldo znajduje się punkt widokowy, hotel i park rozrywki. Na ten drugi można wjechać kolejką (oficjalna strona po angielsku) i zdaje się on być wyższy. Ale mnie niestety nie udało się tam dotrzeć, zabiorę Was więc ze sobą w podróż na Monte Urgull!

Widok na Monte Urgull z przeciwnej strony zatoki (maj 2017)

Czytaj dalej „Flashback: Jesus Grande (Monte Urgull, San Sebastian, Hiszpania)”

Burza w Największej Buddyjskiej Świątyni w Malezji – Kek Lok Si (Penang)

O Kek Lok Si słyszałam od samego początku mojego zainteresowania Malezją. Uwielbiam różne świątynie, klimat azjatycki i piękne miejsca – natrafiłam więc na Kek Lok Si dość szybko i tak samo szybko się tu wybrałam. Wiedziałam, że będzie ślicznie, że czeka mnie dłuższy spacer po tym największym w Malezji kompleksie świątyń buddyjskich i że będę zachwycona. I wcale się nie rozczarowałam. 🙂

Kompleks obejmuje kilka budynków i na początku nie można zdecydować się, w którą stronę iść. Pełno tu złotych posągów, pięknych ozdób, szczegółowych rzeźbień – wszystko wykonane z wielką starannością. Klimatu dopełniają wszechobecne kadzidła, muzyka i śpiewy. Jest cudownie! Taka Azję to ja rozumiem i uwielbiam! 😉

Czytaj dalej „Burza w Największej Buddyjskiej Świątyni w Malezji – Kek Lok Si (Penang)”

Trochę Polski dla odmiany (Gdańsk/ Karpacz/ prawie Śnieżka)

Wakacje są u mnie okresem dość aktywnym – nie dlatego, że mam wolne (w pracy nie ma wakacji, chyba że samemu się je zrobi, a to można zarówno w lutym jak i w sierpniu), ale dlatego, że jest w Polsce więcej słońca, które ma na mnie duży wpływ i sprawia, że mam sporo energii, chce mi się działać, chce mi się żyć!

Korzystam więc z tego, wyjeżdżam w różne miejsca, uprawiam sport dla zachowania względnie dobrej kondycji (albo raczej nie-złej), działam, chodzę na grilla nad Odrą, spotykam się ze znajomymi, gram w planszówki, przypominam sobie, że dawno nie strzelałam z łuku i pora znów zacząć… i lista rozciąga się coraz bardziej.

Nie żebym narzekała – całkiem mi się to podoba, chociaż jest to dosłownie przebudzenie po bardzo spokojnej zimie, bo w porze szarówy jestem raczej leniwa. I bywa to męczące, kiedy nie ma nawet chwili, aby odpocząć. No i moje ambitne plany na pisanie ogromnej ilości notek na bloga giną śmiercią gwałtowną i drastyczną pokrapianą moimi niemymi łzami, które nigdy się nie narodziły [cóż za dramatyczny obraz :P]. Bo ja gdzieś tam w głowie (i w notatkach w adminie mojego bloga) mam miliony postów, które chciałabym opublikować, dziesiątki miejsc, które chciałabym opisać, których obraz blednie coraz bardziej, bo byłam w nich dawno temu. I coraz więcej tych miejsc dorzucam, bo więcej ich odwiedzam niż jestem w stanie opisać – przynamniej nie w taki dokładny sposób, w jaki staram się to robić.

I to jest właśnie powód, dla którego powstała ta seria notek. 🙂 Żebym nie żałowała, że przecież taka piękna Zaragoza w Hiszpanii jakimś cudem nie została nawet w jednym poście opisana, że do tej pory nie wrzuciłam ani jednego zdjęcia Sagrady Familii znajdującej się w Barcelonie, nie napisałam postu o tym, że Meksyk wcale nie jest taki straszny ani nie podzieliłam się z Wami wrażeniami ze wspinaczki w okolicach Walencji (może te posty jeszcze kiedyś ujrzą światło dzienne). Tutaj rzeczy dzieją się bardziej na bieżąco (a więc z dozą pozytywnych emocji!).

Wpis z serii Z Życia Bloga, czyli co się u mnie działo w tym miesiącu i jak wyglądają moje podróże od podszewki

Czytaj dalej „Trochę Polski dla odmiany (Gdańsk/ Karpacz/ prawie Śnieżka)”

To jest dopiero prawdziwa Azja! (George Town, Penang, Malezja)

Langkawi była piękną wyspą z ładnymi widokami, z super plażą i całą masą innych wysp, które można nazwać podróżniczym rajem. Ale nijak miała się do mojego wyobrażenia Azji, ponieważ podobne klimaty są w Meksyku w spokojnym Mazunte czy bardziej turystycznym Cancun oraz w Europie – chociażby pewnie w Grecji czy w Hiszpanii. Nie jest to dokładnie to samo, ale Langkawi niewiele różniła się od Europy, poza tym, że więcej tam było Azjatów, inne jedzenie, niezbyt czysto w knajpach oraz panował tam większy luz niż w większości europejskich miast (czyli w sumie całkiem sporo 😉 ). Za to Penang, phi phi!…

Ta wyspa to było zupełnie co innego! Tutaj, już pierwszego dnia pomyślałam, że dotarłam wreszcie do Azji! Do tej Azji z mojej wyobraźni – do gwaru, chaosu, do ogromnych wieżowców, do masy ludzi przelewającej się falami przez ulice, do trąbienia samochodów i pozornego (czyżby?) braku zasad w ruchu drogowym. To było to!

Czytaj dalej „To jest dopiero prawdziwa Azja! (George Town, Penang, Malezja)”