Shinkansenem po Japonii

Przejażdżka shinkansenem była atrakcją sama w sobie – superszybki i bardzo wygodny pociąg, dzięki któremu odległość około 500 km pokonaliśmy w 2,5 godziny. To tak jakby przejechać prawie całą Polskę wzdłuż w tak rekordowym czasie – wyobrażacie to sobie? 🙂

FYI: Notka będzie dość praktyczna dla tych, co wybierają się do Japonii i chcą poczytać trochę o poruszaniu się pociągami. Wybaczcie zanudzanie. 😉

Kupno biletów na shinkansena

Bilety na shinkansen z Tokio do Kioto kupowaliśmy ze 2 dni przed przejazdem, bo nie mogliśmy się zdecydować, o której godzinie jechać. 😀 Nie trzeba więc kupować ich z tygodniowym wyprzedzeniem, chociaż to zależy od dnia i godziny podróży.

Dowiedzieliśmy się w recepcji hotelu, w których przebywaliśmy, że bilety można kupić tylko na większych stacjach metra, więc przejechaliśmy się kawałek tylko w tym celu. Jak się jedzie shinkansenem (zwany także bullet train) to trzeba kupić zarówno base fare i limited ticket – to ważne, a automat pyta o to przy kupnie i ma się do wyboru obie opcje albo tylko jedną z tych rzeczy. Wydaje mi się, że to drugie to rezerwacja miejsca.

Podróżowaliśmy w okolicy hanami, ale mimo wszystko udało się znaleźć odpowiednie miejsca. Wzięliśmy siedzenia po prawej stronie pociągu, bo instruktorka kursu sushi, na którym byliśmy w Tokio, powiedziała, że po prawej widać górę Fuji (i tak było rzeczywiście!). Przy kupnie biletu w automacie pokazywało, w którym wagonie jest najmniej ludzi, które są dla palących i w którą stronę jedzie pociąg. Było to bardzo przydatne przy kupowaniu biletów.

Trochę postaliśmy przy automacie, bo chcieliśmy zobaczyć Fuji i siedzieć obok siebie, ale w końcu udało się znaleźć odpowiedni wagon. 🙂 Nie chcieliśmy iść do kasy, bo Japończycy nie zawsze mówią dobrze po angielsku, a jak Czaro zaczynał do nich po japońsku (trochę łamanym), to i tak próbowali mu odpowiedzieć po angielsku. ¯\_(ツ)_/¯

Bilet na shinkansena

Shinkanseny z Tokio do Kioto odjeżdżają co 10-20 minut, są specjalne perony tylko dla tych pociągów. Tokio to stacja końcowa, więc jak tylko odjedzie jeden pociąg, prawie od razu przyjeżdża następny, wchodzi ekipa sprzątająca, po 10-25 minutach wychodzi i można wsiadać. Wszystko oczywiście jak w zegarku. 🙂 Rozkład i ceny można sprawdzić na stronie HyperDia.

Pociągi dla każdego

Może z tym nagłówkiem to się pospieszyłam, bo raczej nie są to pociągi dla dusigrosza, ale chodzi mi o prostotę użytkowania i wygodę. 😉

Korzystanie z pociągów w Japonii jest łatwe i przyjemne, do niektórych można nawet znaleźć w mapach Google informacje, z jakiego peronu odjeżdżają. Pociągi są czyste i jest w nich dużo miejsca. Wagony są całkiem dobrze wyciszone i cichsze od naszych pociągów (napewno od TLK). Są całe wagony przeznaczone dla palących i niepalących.

Na peronach często przy wejściu do pociągu zaznaczone jest każde wejście z informacją, jaki numer wagonu danego pociągu zatrzyma się właśnie w tym miejscu (np wagon 3 pociągu Nozomi). Ludzie oczywiście ustawiają się grzecznie w kolejkach. Ułatwia to szybkie wsiadanie, bo możesz ustawić się od razu w odpowiednim miejscu. Jest to potrzebne, bo w Japonii ważna jest punktualność i pociągi chyba nie stoją na peronie dłużej niż 1 minuta.

W środku shinkansena Nozomi (tym jechaliśmy) jest dość sporo miejsca na bagaż, a plecak można tez położyć przed sobą, bo są duże odległości między fotelami (jeszcze takich dużych nigdzie nie widziałam). Na spokojnie można więc położyć fotel do tyłu albo zjeść na stoliku. Japończycy są bardzo uprzejmi i, na przykład jak kobieta przede mną rozsuwała fotel to odwróciła się do tyłu i ostrzegała, że zamierza to zrobić i oczywiście przepraszała. 😉 Japończycy z reguły rozkładają fotele bardzo powoli, żeby niczego nie zwalić osobie siedzącej z tyłu. Co bardzo cenię, bo niejednokrotnie zdarzyło mi się, że ktoś z przodu z rozmachem opuścił fotel, nawet w momencie jak w samolocie międzykontynentalnym trwał jeszcze obiad. Skończyło się na tym, że oblałam się winem. :/

W pociągu dużo ludzi jadło lunch – często jakieś boxy kupione na mieście albo tuż przed wejściem do pociągu – na niektórych stacjach jest ich sporo. Nie ma chyba niczego podobnego do naszego Warsa, więc dobrze zaopatrzyć się w jedzenie przed podróżą. Z tym nie ma problemu, bo ich boxy wyglądają mega pysznie i łatwo je dostać. Chociaż jakimś cudem nie udało mi się żadnego kupić i wypóbować. 😀 Liczę na to, że jeszcze kiedyś pojadę do tego kraju i spróbuję. Muszę w końcu jeszcze pójść na walkę sumo w Japonii.

Łatwo też korzystać z laptopa, bo jest dużo miejsca – nie jest tak klaustrofobicznie jak w naszych pociągach czy autobusach. 😉 Pamiętam, jak kiedyś regularnie jeździłam Polskim Busem z Wrocławia do Krakowa i jeśli nie siedzałam przy stoliku czteroosobowym, to robiło mi się niedobrze jak patrzyłam się w ekran laptopa i wszystko na około skakało. A choroby lokomocyjnej na ogół nie mam, to jednak wtedy mnie mdliło.

To nie jest biznes klasa, tam naprawdę jest tyle miejsca 😉

Spodziewałam się, że będzie wifi w pociągu, ale się rozczarowałam. W innym shinkansenie był net, ale taki jak w większości spotykany w Japonii, czyli trzeba było podać maila, aby się zalogować i wpuszczało Ciebie tylko na 30 minut. Po tym czasie trzeba było zacząć od nowa.

Za to były toalety. 😉 I do tego liczne oznaczenia. Niektóre komunikaty słowne w pociągu były po angielsku, ale trzeba się nastawić, że króluje tu japoński. Wszystkie miejsca chyba były zajęte. W pociągu znajdowały się też dwa albo trzy wagony bez rezerwacji. Łącznie pociąg miał z 15 wagonów, więc był dość długi.

Fotele wygodne jak już opuści się je trochę na dół, jedzie się więc komfortowo, chociaż bilety do najtańszych nie należą – z Tokio do Kioto w jedną stronę wyszło nam około 500zł/osobę. Ale jak już pisałam 500km w 2,5 h to naprawdę coś! Zwłaszcza, że Pendolino w porównaniu z Shinkansenem jest jakiś maluśki i niewygodny. Po powrocie z Japonii, wracaliśmy do Wrocławia właśnie Pendolino, żeby nie przeżyć szoku kulturowego. Ale i tak się nie udało, bo Polska wydała mi się wtedy krajem strasznie zacofanym pod względem komunikacji. 😉

Jeszcze pusty pociag

Niebo było trochę pochmurne w drodze do Kioto, ale i tak udało się zobaczyć Fuji całkiem wyraźnie. Pokazała się nam po około 20-25 minutach jazdy z Tokio do Kioto na kilka bądź kilkanaście minut. Ta majestatyczna góra naprawdę robi wrażenie! Zdecydowanie kiedyś na nią wejdę. 😀 Widziałam ją dwa razy z pociągu – zawsze z ośnieżonym szczytem, rozległą i wysoką, majestatycznie królującą nad regionem. Naprawdę super widok! ^^ Zdecydowanie warto dla niej stać pół godziny przy automacie i szukać odpowiednich biletów. 😀

W Kioto okazało się, że możemy ten same bilety wykorzystać na przejazd JRem do hotelu, bo na bilecie na shinkansen było napisane „Kyoto (city zone)”. To samo było w drodze powrotnej jak mieliśmy bilety do „Tokyo (ward area)”, więc na następny pociąg załapaliśmy się za darmo.

Przesiadka nie straszna

W drodze z Himeji do Tokio, mieliśmy przesiadkę na innego shinkansena w Shin-Kobe – jedyne 8 minut. W Polsce w życiu nie kupiłabym biletu z tak krótką przesiadką – są większe szanse, że pociąg się spóźni niż że się zdąży. Do tego często są kiepskie oznaczenia na stacjach, zdarzają się remonty i ciężko czasem znaleźć odpowiedni peron.

Tutaj zaryzykowaliśmy, bo pociągi rzadko się spóźniają, a skoro automat sugerował taka przesiadkę to powinniśmy byli zdążyć. 😉

Trochę się obawiałam, co będzie, jeśli jednak się spóźnimy, bo pierwszy shinkansen jechał bodajże z 15 minut, a dopiero w tym drugim mieliśmy spędzić więcej czasu. Więc jakby nam zwiał, to nie wiadomo, czy nie trzeba by było kupować nowych biletów (a ceny są wysokie).

Ale zdążyliśmy bez problemu, a nawet w przerwie udało się kupić kanapkę. 😀 Zupełnie inne doświadczenie niż w Polsce. Okazało się, że nie trzeba nawet było zmieniać peronu, bo następny shinkansen stawał dokładnie w tym samym miejscu. Dodatkowo kiosk 7 Eleven z jedzeniem był na peronie. Cud miód! 😉 Z shinkansenami nie było żadnych opóźnień, ale za to jak jechaliśmy bodajże JRem, czekaliśmy w Kamakurze półtorej godziny na pociąg.

Przykładowe ceny

Shinkansen Nozomi z Tokio do Kioto kosztował ok ¥14,100 za osobę.

Z Kioto do Himeji ok ¥5,200 za osobę i jechał godzinę.

Z Himeji do Tokio z przesiadką w Kobe, ¥15,800 za osobę.

Shinkanseny są dość drogie, chyba 2 razy droższe niż JR, ale za to jadą o wiele szybciej i jest wygodniej.

JR Pass

Zastanawiałam się nad kupnem JR Passu, który uprawnia do korzystania z pociągów JR bez ograniczeń na czas karnetu. Są następujące opcje (przelicznik z marca 2019):

7 dniowy – ¥29,110 = 1010 PLN (standard)
14 dniowy – ¥46,390 = 1610 PLN (standard)
21 dniowy – ¥59,350 = 2051 PLN (standard)

Brałam pod uwagę 2-tygodniową opcję, ale po podliczeniu wszystkich pociągów, którei moglibyśmy w to wliczyć, wyszło mi, że musielibyśmy dopłacić jakieś ¥4,000 za osobę, żeby wyjść na zero. Moje obliczenia nie wliczały na przykład pociągów w Kioto (nie ma tam metra), ale nie wiedzieliśmy czym będziemy się poruszać w tamtym mieście, więc stwierdziłam, że lepiej będzie płacić osobno za potrzebne bilety i tyle.

Co ciekawe, JR Pass jest tylko dla turystów, ponoć Japończycy nie mogą go kupić. Tak samo karnet nie jest dostępny dla obcokrajowców, którzy mają wizę na więcej niż 90 dni pobytu w Japonii. Nie pytajcie mnie, czy faktycznie to sprawdzają, bo nie wiem. 😛 Po Japończykach można spodziewać się wszystkiego. 😉

Standardowo kupuje się go przez internet (aktualne ceny znajdziesz na oficjalnej stronie), dostaje się jakieś potwierdzenie, kóre można potem wymienić na karnet w jednym z odpowiednich biur w Japonii (na przykład na lotnisku). Ponoć można go też dostarczyć do hotelu w Japonii.

JR Pass obejmuje shinkanseny poza Nozomi i Mizuho – w tych jest darmowa rezerwacja miejsca, ale za podstawowy bilet trzeba zapłacić. Nie działa w metrze, więc większość linii w Tokio nie jest wliczona, trzeba korzystać tylko z pociągów Japan Rail. W Tokio bardziej opłacało się nam kupić bodajże 3-dniowy bilet na metro, bo dużo jeździliśmy właśnie liniami nie wliczonymi w JR Passa.

My nie przemieszczaliśmy się zbyt dużo pomiędzy miastami, bo chcieliśmy skupić się tylko na kilku miastach. Jeśli ktoś ma bardziej napięty plan to pewnie JR Pass faktycznie się opłaca.

Plan mojej podróży znajdziesz na mapach Polarsteps.

Nisia

Szukasz inspiracji na kolejną podróż? Chcesz poczytać o konkretnym miejscu? Zajrzyj tutaj.

Posty, które mogą Ciebie zainteresować:

Dodaj komentarz