Pierwsze półrocze minęło dość spokojnie, z umiarkowaną ilością wyjazdów. Dopadło mnie lenistwo lub jakiś marazm i nie miałam energii. Ten czas zostawił po sobie niedosyt i teraz nadganiam tak, że nie mam kiedy planować do końca swoich wyjazdów, bo ciągle się coś dzieje. 😀
Mało się ruszałam na początku roku – zarówno jeśli chodzi o podróże jak i aktywność fizyczną. Brak sportu sprawiał, że nie miałam energii, żeby organizować wyjazdy. I nie mogłam wpaść w rutynę czy odnaleźć ponownie zajawkę na uprawianie sportu. Strigerrowala mnie książka „Atomowe nawyki”, która jakichś wielkich odkryć nie wprowadziła w moje życie, ale przypomniała jak się ogarnąć. 😉 Ta książka w parze z powolnym przybieraniem na wadze zmotywowała mnie, żeby zacząć biegać, jeździć na rowerze i chodzić po górach. 😀 A im więcej się człowiek rusza tym więcej się chce, udało się więc też pojeździć w różne miejsca. 🙂
Oglądanie perseidów w Izerach
Gór jest ostatnio całkiem sporo – z reguły jednodniowych wyjazdów, po których potem potrzebuję przynajmniej jednego dnia, żeby dojść do siebie, bo padam ze zmęczenia. xD Czasem się zastanawiam, czy po prostu mam słabą kondycję czy jednak powoli się starzeję i stąd taki długi czas regeneracji. To drugie kiedyś będzie musiało mnie dopaść, nie da się w nieskończoność oszukiwać czas. ;P

Do Chatki dotarliśmy przed zachodem słońca
Jednym z takich wyjazdów była podróż z Czarkiem i znajomymi w Góry Izerskie, gdzie weszliśmy na Halę Izerską i spędziliśmy noc na polu namiotowym przy Chatce Górzystów. Niebo jest tam niesamowite – widać drogę mleczną i bardzo dużo gwiazd. Nic dziwnego, że nazywają to miejsce rezerwatem ciemnego nieba. 😉 [Niestety nie udał się zrobić dobrego zdjęcia, gdzie widać coś więcej niż rozmazane kropki, musimy się więc zadowolić zdjęciem zrobionym w ciągu dnia. ;p]
Minusem była temperatura w nocy, bo było bardzo zimno i ciepły śpiwór i karimata nie wystarczyły. Żałowałam, że nie wzięłam materaca, chociaż nie było go już jak zabrać – do plecaka by się nie zmieścił, na zewnątrz też nie i moje ramiona nie były by wdzięczne za kolejny kilogram. Czaro obczaił, że ktoś miał ratowniczy koc w namiocie i w sumie to mogła by być dobra opcja na takie wypady na przyszłość. Taki koc jest chyba dość ciepły (tak przypuszczam, bo nigdy nie używałam xD), i lekki (to też moje założenie, bo nie wiem czy kiedykolwiek miałam taki w ręce xD).
W nocy zrobiliśmy ognisko i zjedliśmy kiełbaski, można było się też przy nim ogrzać. Za drewno niestety trzeba było zapłacić – nie są to ogromne koszta, bodajże 50zł za całkiem sporą ilość. Mieliśmy też air sofę przywiezioną z Wrocławia, inaczej też zwaną dmuchanym leżakiem, która była wygodna i lekka, więc zdecydowanie na plus. 😉 Ale w pewnym momencie było już za zimno, żeby na niej leżeć bez przykrycia, więc jednak wolałam ognisko. 😉 A że sofa dalej leżała niedaleko i była dość wygodna to kusiła i tak krążyłam miedzy nią a ciepełkiem. 😀

Turcja, widok z plaży przy hotelu
Moim marzeniem było zarówno spać w schronisku (co prawie wyszło :P), jak i oglądać spadające gwiazdy w miejscu, gdzie faktycznie dobrze je widać. 😉 Ten wyjazd był więc bardzo kuszący pomimo perspektywy 8-km trekingu z 10-kg plecakiem, namiotem, śpiworem i całą resztą niezbędnych rzeczy. Trasa niby krótka, ale ramiona zdążyły boleć – w połowie, albo nawet szybciej.. 😀 No i po co to komu..? 😉 Zawsze jak widziałam ludzi z takimi plecakami to zastanawiałam się co im do głowy strzeliło. A potem przyszła kolej na mnie! I dalej się tak zastanawiam… 😉 xD
Innym pomysłem, o którym myślę od jakiegoś czasu jest przejście ze Szklarskiej do Karpacza górami (albo w drugą stronę) i myślałam że może wyjdzie niedługo, ale niestety zaraz pogoda będzie gorsza i dzień krótszy, więc możliwe, że akurat to będzie musiało poczekać na 2027. 🙂 Ale liczę na to, że jeszcze jakieś góry wjadą w tym roku – jest to całkiem realne. 🙂
Pierwszy raz w Turcji
Na koniec sierpnia poleciałam do Turcji i bardzo się tym jarałam. 🙂 Czaro pojechał z chłopakami zasuwać na rowerach w górach, a ja stwierdziłam, że potrzebuję odpocząć, będę więc wylegiwać się na leżaku z książką w ręku i może z drineczkiem. 😀 Często jak miałam gdzieś jechać sama to wybierałam takie miejsce, którego Czaro niekoniecznie będzie chciał odwiedzić typu mniej atrakcyjna stolica europejska, ale tym razem wybrałam inaczej. I cieszę się, że podjęłam taką decyzję. 🙂

Widok z mola hotelowego
Zastanawiałam się jeszcze nad wyjazdem do Rijeki, ale trochę się obawiałam samotnego leżenia na leżaku, zwłaszcza że na plaży obok mieszkania, które znalazłam pisali, że dużo kradną. I co w takim wypadku? Bez telefonu ciężko skontaktować się z właścicielem mieszkania, a jeśli nie ma szafeczki obok mieszkania, gdzie można zostawić klucz to wtedy jest problem. Duży problem. 😉 Hoteli tam nie było w rozsądnych cenach, stwierdziłam więc, że lepiej dopłacę 1 tysiak i wezmę all inclusive w Turcji w hotelu, który ma prywatną plażę. Będzie bezpieczniej, a przynajmniej takie będę miała wrażenie – a tego potrzebowałam. 😉
I nie żałowałam, bo 4 dni, które tam spędziłam szybko mi minęły. Udało się też codziennie pływać i biegać, więc kontynuowałam dobra passę sportową. 😉 Dni płynęły leniwie i powoli, chociaż wypełnione były atrakcjami (bo czytanie książki i leżenie na leżaku to też może być atrakcja chociaż mało intensywna :P). I powiem Wam, że kiedyś dziwiłam się Polakom wyjeżdżającym za granicę, którzy nie ruszają się z hoteli, a tym razem sama nie oddaliłam się dalej niż 2 km od hotelu. 😀 I teraz już rozumiem taką decyzję i nie zrobiłabym tego inaczej. Gdybym miała tak siedzieć przez tydzień to miałabym dość, ale dłuższy weekend spędzony spokojnie raz na rok jest całkiem dobrym rozwiązaniem na naładowanie baterii. 😉

Widok ze Śnieżnika, jednego ze szczytów Korony Gór Polski
A Islandii można pozazdrościć 😉
Już zaraz lecę z Czarkiem i znajomymi na Islandię. I jak to piszę nie wszystko jest jeszcze ogarnięte, co przez jakiś czas powodowało u mnie trochę stresu. Objeżdżamy całą wyspę w 9 dni i plan pomógł nam opracować ChatGPT, co tylko dołożyło mi obaw, bo jak to tak można AI zawierzyć w 100%…? A no nie można, trzeba więc było posprawdzać pewne rzeczy, żeby się nie okazazało, że wylądujemy na wysokościach i zastanie nas noc, bo AI będzie pewien, że da radę zrobić jakiś szlak. Kto nigdy nie złapał AI na halucynacjach niech pierwszy rzuci kamieniem… 😉
A to wszystko niestety trwa, zwłaszcza jak trzeba wziąć pod uwagę to, co chcą zobaczyć 4 osoby. Na razie wszyscy są ugodowi i się dogadujemy, ale jakoś ciężej szło mi planowanie tego niż jakiejkolwiek innej podróży. Nawet planowanie Andory nie spowodowało u mnie takiej niechęci pomimo tego, że tam było trudno logistycznie i do tego kraj nie miał dobrze ogarniętej turystyki letniej.
Standardowo, nie uda się zobaczyć wszystkiego, chociaż tam ponoć wszędzie jest ładnie i nie trzeba szczególnie szukać atrakcji, żeby wpaść w zachwyt. Na to liczę! No i zawsze jest też szansa, że po tygodniu będę miała dość wodospadów i gorących źródeł tak jak po 2-tygodniowych wyjazdach do Azji mam już dość oglądania świątyń i tęsknię za schabowym. 😉
Mam nadzieję, że uda się zobaczyć zorze polarną – trzymajcie kciuki! ^^
Nisia

Szybki weekend w Sewilli, a potem nieopodal Kadyksu pozwolił naładować baterie słoneczne
Szukasz inspiracji na kolejną podróż? Chcesz poczytać o konkretnym miejscu? Zajrzyj tutaj.
Posty, które mogą Ciebie zainteresować: