Lekkie urozmaicenie samotnej podróży (Granada, Hiszpania)

Jak byłam w Granadzie, zadzwonił do mnie znajomy, którego w sumie widziałam ze 3 razy w życiu, wliczając spotkanie w samolocie z Polski do Malagi kilka dni wcześniej. Nasze drogi rozeszły się na lotnisku, bo jechaliśmy w różne strony, ale okazało się, że wraz z dwoma chłopakami, z którymi podróżował, planowali być w Granadzie mniej więcej wtedy co ja. Wymieniliśmy się więc numerami i zdzwoniliśmy jednego dnia po południu. W ten sposób mój samotny wyjazd został lekko urozmaicony. 🙂 Ale grunt to nie planować zbyt bardzo i cieszyć się z tego, co życie przyniesie – takie podejście jest najlepsze.

415

Przeszłam się z nimi naokoło katedry, którą oglądałam dzień wcześniej, a której oni jeszcze nie widzieli, bo dopiero co przyjechali.

Szkoda mi było wchodzić do środka, bo sprawiała wrażenie małej i nie wartej ceny 5€ za wstęp – wystarczająco dużo katedr w życiu widziałam 😛 – i oto znów objawy, że mi się w głowie poprzewracało od tego jeżdżenia 😉 : katedry i kościoły nie wydają mi się już takie fajne, są tylko przejawem przepychu… chociaż przyznaję, że niektóre z zewnątrz są piękne…

Zawiodłam się trochę, ponieważ katedry nie da się zobaczyć w pełej okazałości w żaden sposób, bo znajduje się w samym centrum miasta i z każdej strony otoczona jest budynkami (w dość bliskim położeniu). Najlepiej widać to z góry:

411
Katedra tonie w gąszczu budynków

Miałam taki niecny plan, żeby zabrać chłopaków do muzeum jaskiń, bo znajdowało się w głąb dzielnicy, o której słyszałam plotki, że lepiej nie kręcić się po niej samemu po nocy (chciałam więc ich wykorzystać! 😉 ). Przedstawiłam im go, ale na początku chyba do nich nie docierało, bo zatrzymywali się co chwilę – coś ich ciągle interesowało, gdzieś włazili, coś fotografowali (normalnie gorzej niż ja!) i mało brakowało, a byśmy do muzeum nie zdążyli! Ale plus tego był taki, że dowiedziałam się o kilku całkiem ładnych domach, które zwiedziłam dnia następnego. 😉

W sumie to trochę się cieszyłam na to spotkanie, bo w 100% samotnikiem nie jestem, a raczej zwierzakiem stadnym i od czasu do czasu dobrze z kimś pogadać i połazić (ale jeden wieczór zupełnie mi wystarczył 😛 ). Dowiedziałam się od nich jak wygląda i ile kosztuje wynajem samochodu – ok 780zł na tydzień, co nie wydaje się być drogo, jeśli podróżować w 4 osoby, a w planach jest dużo przejazdów. Trzeba więc wreszcie skonczyć to prawko i zacząć jeździć to tu, to tam. ^^ Jeszcze tylko samochód i nic mnie nie powstrzyma, żeby przejechać Polskę wzdłuż i wszerz. A po Polsce przyjdzie czas na cały świat! 😉

426
Widok na Alhambrę

W drodze do muzeum były piękne widoki i do tego zachodzące słońce rzucało pomarańczowe światło na Alhambrę i tutaj również ja nie mogłam się powstrzymać, żeby nie przystanąć i porobić zdjęcia.

Trzeba przyznać, że Hiszpania jest cudowna, czas płynie tam swoim rytmem (zdecydowanie wolnym!), a ludzie są wyluzowani i gadatliwi (i często zbyt głośni 😉 ). Spacer po Sacromonte był super i należy go wziąć pod uwagę, planując pobyt w Granadzie. Słyszałam opinie, że jest to miejsce niebezpieczne, ale takiego wrażenia nie odniosłam. Koło 21 zrobiło się pusto i od czasu do czasu kręcili się jacyś dziwni ludzie, ale nikt nikogo nie zaczepiał i jak na mój gust nie było się czego bać.

Prędzej można było wystraszyć się dziwnego typka, u którego zamowiliśmy falafele, bo koleś miał lekkiego zeza na jedno oko (co samo w sobie nie jest złe, ale w tym wypadku potęgowało wrażenie, że coś z nim nie tak), przyćmiony wzrok i bardzo powolne ruchy, a na jedzenie czekaliśmy chyba z 20minut. Obsługiwał nas Arab w średnim wieku, a stoliki znajdowały się w sklepie z lampami i słodyczami, który był zarówno barem. Dziwne miejsce,  klimat jak w Maroko, szukałam więc w menu marokańskiej herbaty (ach, ten sentyment, ach te wspomnienia!), ale niestety nie znalazłam. 😉

Wracając do muzeum, byliśmy na miejscu 20 min przed zamknięciem i udało się nam dostać zniżkę w postaci wejścia dla jednej osoby gratis 😉 (normalnie 5€ i z reguły zwiedzanie trwa koło 40 min).

Jaskinie wydały mi się bardzo ciekawe, każda z nich była właściwie osobnym pomieszczeniem na różne rzeczy, na przykład znajdowała się tam sypialnia, „stajnia”, wiklinowy warsztat czy pokój do tkania. 🙂 Niestety nie przeczytaliśmy wszystkich informacji, ale wyrobiliśmy się w 20min, a ja byłam usatysfakcjonowana. 😉

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Kawałek dalej, już nie w muzeum, ale wciąż na obszarze Sacromonte, znaleźliśmy inną jaskinię przerobioną na dom, w której obecnie mieszkał jakiś Marokańczyk i udostępniał zwiedzanie w cenie 1€. Tutaj atrakcją był kot siedzący spokojnie na krześle przy wejściu i następny śpiący twardo na poduszce (przypuszczam, że ten został podstawiony i zmuszony do leżenia w tak uroczej pozycji dla uciechy zwiedzających 😛 ).

Wieczorem miałam nagły zjazd energetyczny i nie miałam już na nic siły. Poszłam więc do hostelu, a chłopacy ruszyli na flamenco. 🙂

Hostelik, w którym się zatrzymałam był nieduży (wszystko małe, ciasne i klimatyczne w tej Hiszpanii 😉 ), kuchnia była (śniadania nie podawali, trzeba było samemu ogarniać, ale herbatę i kanapki dało się zrobić), a pokój 2-osobowy (2 dorm, więc nie prywatny, a mieszany z innym gościem) był tak maluśki, że poza łóżkiem dwupiętrowym, szafą i umywalką nic tam nie było (nawet przestrzeni) – no, ale co więcej potrzeba w miejscu, które jest tylko chwilowym przystankiem w drodze przez flamenco, domy jaskinne, psie kupy, doniczki na ścianach i kraty w oknach – cóż komu więcej potrzeba…?

Plusem byłoby to, gdyby moja „współlokatorka” nie podejrzewała mnie o kradzież czy inne takie – wyobraźcie sobie, że podczas niedługich oględzin pokoju chciałam otworzyć drzwi do szafy zamykanej na klucz (która swoją drogą miała być bezpieczna, bo w niej zostawia się cenne rzeczy jak się śpi czy idzie w miasto). Pech chciał, że pociągnęłam lekko za drzwiczki od szafki mojej współlokatorki, które otworzyły się, mimo iż były zamknięte (!) – takie bezpieczne były te szafki 😛 (nie ma się co dziwić, bo była to zwykła szafa z ikei z zamkiem na mały kluczyk). Próbowałam je jakoś zamknąć z powrotem, żeby zatuszować moją niecną działalność, ale nic z tego nie wyszło i zapewne dziewczyna znalazła drzwi otwarte jak wróciła i sprawdzała plecak, czy napewno niczego nie brakuje. 😉 No cóż, nocleg w takim małym pokoju kosztował mnie niecałe 13€, więc nie ma się co dziwić – dostaje się takie bezpieczeństwo, za jakie się płaci. 😉

W każdym razie wieczorem nie spotkałam współlokatorki, bo przyszła jak już spałam, a rano miałam wrażenie, że mnie unikała – widziałam ją tylko przez sekundę jak wyszła już w pełni ubrana z łóżka z plecakiem na plecach (tam ogarniała się za zasłonką) i chyba nawet nie odpowiedziała na moje przyjazne „hola!” (starałam się, żeby było przyjazne! 🙁 ). A może wydawało mi się, bo była to Chinka, a Azjaci często są zdystansowani i podejrzliwi (?)… A dzień wcześniej znajoma mowiła mi, żebym zagadywała do ludzi, bo to takie fajne… i jak tu żyć, się pytam?! 😉

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Nisia

Inne posty o Granadzie:

2 myśli na temat “Lekkie urozmaicenie samotnej podróży (Granada, Hiszpania)

  1. Katedry budowali takie wielkie, żeby przytłumić maluczkich :)..a potem na cały Kosmos :D..bez tego € nigdzie się nie wejdzie :/

Dodaj komentarz