Podsumowanie 2025 roku

Jak patrzę wstecz na 2025 to – nawet bez przypominania sobie konkretów – myślę, że to był dobry rok. 🙂 Sporo się działo, i pomimo tego, że nie zawsze były to dobre rzeczy to dużo dbałam o kondycję, o stan psychiczny i relacje. I oczywiście podróżowałam! 😀

Wyznaczyłam sobie dużo celów, ale wiele z nich udało się spełnić i jestem z tego bardzo zadowolona. 🙂

Sporo wyjazdów za granicę

Ten rok obfitował w wyjazdy pomimo tego (i dzięki temu), że zostałam bez pracy na ponad pół roku. Miałam oszczędności i stwierdziłam, że nie mogę siedzieć w domu z założonymi rękoma, ale muszę ten czas wykorzystać, bo będę potem tego żałować i w ogóle nie odpocznę. A zdecydowanie potrzebowałam psychicznego odpoczynku. Fizycznego zresztą też, bo dziwiłam się czemu mam takie wory pod oczami, a jak zaczęłam spać ponad 9h na dobę to nagle okazało się, że wory znikają. Kto by pomyślał! 😉

Pierwszym krajem, do którego pojechałam z Czarkiem była Portugalia – zwiedziliśmy wreszcie Lizbonę, bo czailiśmy się na nią już wcześniej, ale jakoś nie było okazji. Był dopiero styczeń, a zaczęłam już spełniać cel zwiedzenia 2 nowych stolic Europy (woohoo!). Zapowiadał się więc owocny rok. 😀 Pogoda nam dopisywała, świeciło słońce i było na tyle ciepło, że często chodziliśmy bez kurtek. Była to więc fajna odmiana od szarej i zimnej Polski. 😉

Wtedy jeszcze blog był kulą u nogi, z którą nie miałam siły nic zrobić, nie napisałam więc niestety żadnej notki z tego wyjazdu. Jako wspomnienie zostało mi zdjęcie z tarasu katedry, które cały czas mam ustawione jako tapetę na telefonie xD (znajduje się po lewej na górze głównego zdjęcia tej notki).

Na szlaku w Finale Ligure

W kwietniu pojechaliśmy do Włoch – bazę wypadową zrobiliśmy sobie w Finale Ligure. Najpierw myśleliśmy o tym, żeby pojeździć tam na rowerze, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy i była to dobra decyzja, bo okazało się, że trasy były w słabym stanie i osobiście nie miałabym z jeżdżenia żadnej przyjemności. Za to tęsknota za górami tak bardzo się odzywała, że postanowiliśmy pojechać właśnie tutaj, żeby powędrować po pagórkach. Niby nie ma tam dużych gór, ale przewyższenia są dość spore i widoki potrafią zrobić wrażenie. Byłam już trochę wypoczęta, miałam więc energię i powoli zaczęłam pisać notki. 😀 <3

Jako że byliśmy niedaleko Monako, to postanowiliśmy tam zajechać na jednodniową wycieczkę, żeby zobaczyć przepych, kolekcję sportowych samochodów księcia Monako, tor formuły 1 oraz kasyno. Taki krótki wyjazd był fajny, ale na dłuższą metę nie chciałabym tam przebywać. 😛 Za duży ścisk i dużo wielkich bloków. Ogólnie miasto jak miasto, przepych było widać tylko czasami. 😉

Lot do Włoch mieliśmy do Mediolanu i Czaro był tam pierwszy raz, nie obeszło się bez zwiedzania tego miasta. Poprzednim razem byłam tam z dziewczynami i jakoś gorzej zapamiętałam tą stolicę. Miałam wrażenie, że niewiele fajnych miejsc można tu znaleźć, właściwie tylko katedrę. Teraz bardziej udało mi się docenić architekturę i nawet spodobało mi się to miasto. 🙂 Najlepszy widok na katedrę, która była główną atrakcją Mediolanu, okazał się być z okna restauracji McDonald’s, która znajdowała się na przeciwko. 😀

Na szlaku w Andorze

W wakacje poleciałam do Bułgarii, bo Czaro był w Alpach, a ja mu pozazdrościłam (proste! :P). Na szybko ogarnęłam więc sobie krótki wyjazd na zwiedzenie kolejnej stolicy! 😀 Sofia nie miała do zaoferowania tyle co niektóre wielkie stolice europejskie typu Londyn czy Rzym, zobaczyłam ją więc w jeden dzień. A że dalej było mi mało gór, to wybrałam się na wycieczkę do Siedmiu Jezior Rilskich, a potem jeszcze w pobliskie górki. Bo Sofia właściwie leży między górami, jest więc dobrym miejscem wypadowym na takie wędrówki.

Na koniec sierpnia polecieliśmy ze znajomym do Andory na kolejny wyjazd górski. 😀 Tam było naprawdę dużo chodzenia, zrobiłam prawie najdłuższą i najwyższą trasę do tej pory. Moja kondycja została mocno przetestowana, a widoki były nieziemskie! I w tym miejscu zrozumiałam, że bloga trzeba pisać, 😉 bo dzięki temu zostawię sobie bardzo żywe wspomnienia. Ten wyjazd był więc podwójnym sukcesem. I bardzo mi się podobał. ^^ A jako że nie ma lotniska międzynarodowego w Andorze, to polecielismy do Francji i tam zwiedziliśmy jeszcze Tuluzę (miasto jak miasto ;p) i Carcassone, które było średniowiecznym miastem z ogromnym zamkiem i robiło mega wrażenie. 😀

W listopadzie był długi weekend, zdecydowaliśmy się więc polecieć do Rumunii na szybko odpoczynek i zwiedzanie. 🙂 Tam, zobaczyliśmy kilka posiadłości, które reklamowali jako zamki, a które w praktyce nimi nie były. 😉 Zamek był tylko jeden – zamek Draculi, który okazał się rozczarowaniem dlatego, że w praktyce nie miał nic wspólnego z tą postacią. Żałowałam, bo był on jednym z dwóch powodów tego wyjazdu. Gdyby chociaż był ładny to jeszcze nie miałabym takiego bólu d… 😉 Do tego miałam wrażenie, że chcą mnie zobić w balona na każdym kroku, nie powiedziałabym więc, że jakoś szczególnie podobał mi się ten kraj. :]

Meczet w Abu Dhabi

Na samiusieńki koniec została kolejna wisieńka, a mianowicie wyjazd do Dubaju. W tym czasie we Wrocławiu było zimno, szaro i ponuro, a grudniowa pogoda w Dubaju była wprost idealna – klimat suchy, więc 27 stopni, które mieliśmy codziennie było temperaturą przyjemną. Można było leżeć na plaży, pływać w morzu i zwiedzać, nie przemęczając się za bardzo i nie prażąc. 😉 Ten emirat ma trochę do zaoferowania, przy okazji można zwiedzić pustynię, pojeździć po wydmach na quadach (ale frajda!) lub wybrać się na wycieczkę do Abu Dhabi, które miało nieco inną (i śliczną!) architekturę – pałac i meczet zostaną mi w pamięci na długo! Myślę, że jeszcze tam wrócimy w którąś zimę, bo loty są do zniesienia (6h), da się więc zrobić tygodniowy wyjazd, nie marnując zbyt wiele czasu na przejazd.

Polska i okolice nie zostały dłużne

W tym roku było trochę mniej koncertów niż w poprzednim – tylko 2 w Polsce (jeśli dobrze pamiętam), do tego Majówka we Wrocławiu i po raz kolejny festiwal muzyczny Rock for People. Nie było tego dużo, ale też nasza uwaga zeszła na wyjazdy weekendowe, nie było więc czasu na muzykę. 😉 Do tego zaczęłam mieć szumy uszne, a to jakoś szczególnie nie zachęcało do chodzenia na koncerty, gdzie jest głośno. Pragnęłam raczej ciszy. 🙂

Zawsze byłam fanką różnego rodzaju fortec, twierdz i pałaców. ^^ W 2025 roku zobaczyłam kilka polskich zamków przy różnych okazjach: Zamek Czocha, Grodziec, Zamek w Kwidzynie oraz Gniew. Ten ostatni widziałam tylko z zewnątrz, bo nocowałam tam w trakcie mojej podróży na rowerze do Gdańska, do której przygotowywałam się ze trzy miesiące i która zajęła mi 7 dni. Kosztowała mnie dużo wysiłku, silnej woli i samozaparcia. Momentami było ciężko, ale też przyniosło mega dużo satysfakcji. 🙂

Zamek Czocha

W Gdańsku u rodziców wylądowałam aż 4 razy, co jest pewnie moim rekordem, bo z reguły zraża mnie 5-godzinna jazda pociągiem w jedną stronę i powrót następnego lub drugiego dnia i spędzenie takiej samej ilości czasu na tyłku w klimatyzacji, z której z reguły wieje zbyt bardzo albo na ciepło albo na zimno – nie przewidzisz. No i jakoś łatwiej mi przychodzi wzięcie urlopu na zobaczenie nowego miejsca niż na pojechanie do Gdańska, w którym mieszkałam wiele lat. Well… Udało się też zobaczyć Twierdzę Wisłoujście i całkiem sporo pospacerować. Były więc też nowości w tym bardzo znanym mieście. 🙂

W Szklarskiej Porębie byłam aż dwa razy – mam sentyment do tego miasta i trafiam tam raz na jakiś czas. Tym razem więc zdecydowaliśmy się pójść na inne szlaki, żeby pozwiedzać też trochę inne miejsca. Oczywiście nie obyło się bez wędrówki na Śnieżne Kotły, bo jak to tak można nie zobaczyć ich w śniegu…? 😉 Pamiętam, że wiało niemiłosiernie i było strasznie zimno. 😛

W tym roku nie pojechałam zbyt dużo razy w Czechy jak to często bywa, byłam tylko raz w Klinovcu ze znajomymi – chłopacy jeździli na rowerach, podczas kiedy ja z Niną chodziłyśmy po górach i oddychałyśmy świeżym górskim powietrzem. 😀

Cudne widoki w Szklarskiej Porębie w drodze na Śnieżne Kotły xD

Z nowości – pojechaliśmy z Czarkiem na weekend do Polanicy Zdroju, żeby trochę połazić i do Kłodzka, żeby zobaczyć twierdzę. Było to przy okazji obczajania widokowej trasy Kolei Dolnośląskich, która okazała się wcale nie taka widokowa. 😉 Innym razem jesienią poszliśmy Szlakiem Kolei Sowiogórskiej prowadzącej przez wiadukty. Traska była przyjemna, a kolorowe liście dodały jej uroku.

Na koniec roku pojechaliśmy na święta do Świeradowia-Zdroju, żeby trochę inaczej spędzić ten czas i trochę się poruszać. Niestety rozchorowałam się tuż przed, ale i tak udało się zrobić 35km, wykąpać w jacuzzi znajdującym się na zewnątrz, z widokiem na śnieg, choinki oraz księżyc, a także wejść na najwyższą wieżę w okolicy.

Podsumowanie

Działo się więc bardzo dużo w zeszłym roku, było zwłaszcza dużo gór, za którymi w poprzednie lata tęskniłam. Teraz sobie to odbiłam. 😀 Zobaczymy jak będzie w tym, bo jak już w 2025 wzięłam za cel zdobyć koronę gór polski to raczej nie przystopuję z kolejnymi szczytami. 😀

Sporo było też jeżdżenia na rowerze, bo trzeba było się przygotować do zrobienia 500-km trasy. Jak w 2024 roku wymyśliłam sobie cel, żeby przejechać rowerem Polskę, wiedziałam, że nie mam do tego kondycji. Musiałam więc sporo nad nią popracować. Co oznaczało dużo ruchu ogólnie, w tym dużo chodzenia, ale i jogi.

Na Borowej

Zdobyte cele

2 wyjazdy w góry – takich wyjazdów było dużo więcej, przynajmniej 10, z czego większość jednodniówek,

8 wyjazdów w roku, w tym 6 za granicę i kilka w Polsce + Czechy,

wyjazd na inny kontynent – to udało się zrealizować w grudniu, lecąc do Dubaju,

3 nowe państwa – było ich aż 5!

2 nowe stolice Europy – tutaj również więcej niż chciałam – aż 4! 😀

Średnio dziennie 8000 kroków – to był dla mnie zupełnie nowy cel, w poprzednich latach miałam średnio 6-7000 kroków, za to w 2025 udało się mieć średnią 10200! Nie ma opcji, żebym to pobiła… xD

– Zrobić 100km za jednym razem na rowerze – udało się 2 razy!

– Przejechać 1500 km na rowerze w ciągu roku – to był mój początkowy cel, ale jakoś w kwietniu miałam już przejechane z 700 km, do tego trzeba było doliczyć 500 km na przejazd do Gdańska i ten cel wydał się zbyt prosty. Zmieniłam go więc na 2000 km i tyle miałam  już przejechane w lipcu. Łącznie w całym roku przejechałam na rowerze ponad 2300 km. To ponad dwa razy więcej niż do tej pory. :O

– Napisać trzy notki na bloga – łącznie wyszło 10 notek. Co więcej, udało mi się bloga ożywić i zacząć pisać regularnie. Mam nadzieję że to nie jest tymczasowe. 😛

Wednesday castle w Rumunii

Cele podróżnicze z bloga

Burj Khalifa w Dubaju (grudzień),

– Zobaczyć zamek Draculi w Rumunii (listopad),

5 Szczytów z korony gór polski – łącznie mam ich 10,

– początkowo miałam cel, żeby łącznie zdobyć 20 szczytów polskich, ale ten cel osiągnęłam dość szybko – w 2025 roku weszłam na 23 szczyty w Polsce! :O W tym są oczywiście małe szczyty, ale one przecież też się liczą. 😀

– Dodałam także cel, żeby zdobyć przynajmniej połowę szczytów z Diademu Gór Polskich – i od razu zdobyłam 11. Nie powiem, kierowałam się listą szczytów należących do Korony i Diademu, wybierając kolejny cel na wędrówkę. :p

To był bardzo dobry rok. 🙂 Mogłam siedzieć i płakać, że zostałam bez pracy i jest przerąbane, ale zamiast tego zadbałam o atrakcje i kondycję. Momentami pojawiały się chwile zwątpienia i niepewności, które pewnie odbiłyby się na mnie dużo bardziej gdyby nie poduszka finansowa. Pomogły oszczędności, które zbierałam latami i z których wypstrykałam się totalnie do zera, a także Czaro, który na koniec wspierał mnie także finansowo, nie tylko mentalnie, za co jestem mu bardzo wdzięczna. ^^ Czuję, że dobrze wykorzystałam ten rok. No i udało się też na koniec znaleźć dobrą pracę z fajnymi ludźmi. 🙂 Oby kolejny rok też był tak dobry!

Przygotowani do wyjścia na mróz i wskoczenia do jacuzzi 😉

Co się nie udało

Właściwie to nie ma celu, który sobie wyznaczyłam na 2025 i który faktycznie nie wyszedł. Ten, o którym jeszcze nie wspomniałam to regularne treningi. I o ile nie były one tak częste jak bym chciała, głównie z powodu jazdy na rowerze czy przeziębienia, które pojawiało się od czasu do czasu, to myślę że były one na tyle częste, na ile życie pozwoliło. Mogę je więc dodać do listy spełnionych celów. 🙂

Cele na 2026

Jako że w zeszłym roku tyle się działo to poprzeczka na następny jest postawiona dość wysoko! 😀

  • Prowadzić regularnie bloga (przynajmniej 12 notek),
  • wyjazd do Stanów – pomysł pojawił się na początku zeszłego roku, ale brak pracy zupełnie udaremnił mi jakieś większe czy dalsze wyjazdy. Myślę więc o tym intensywnie, 😉
  • 8 wyjazdów w roku (nie wliczając jednodniowych),
  • 2 nowe stolice Europy,
  • 3 nowe państwa,
  • 4 wyjazdy w góry (mogą być jednodniowe),
  • dalsze chodzenie po górach – zdobyć 3 szczyty z korony gór polski,
  • chodzi też za mną wyjazd w Bieszczady – w zeszłym roku wpadł mi do głowy pomysł, żeby pojechać tam na rowerze, ale chyba mi się odechciało. Zobaczymy co z tego wyjdzie… xD
  • wrócić do jazdy na rowerze, bo w ostatnim półroczu prawie w ogóle nie jeździłam,
  • średnio dziennie 8000 kroków,
  • nauczyć się robić pompki i podciągać na drążku, 😀
  • zacząć na poważnie biegać – w zeszłym roku kilka razy próbowałam, ale nie siadło, zwłaszcza że zachorowałam, a potem zrobiło się zimno. Cel: 150km w ciągu roku,
  • regularne zajęcia sportowe,
  • myślę też o tym, żeby zapisać się na jakiś taniec… 🙂

Dam radę! xD

Nisia

Carcassone

Szukasz inspiracji na kolejną podróż? Chcesz poczytać o konkretnym miejscu? Zajrzyj tutaj.

Posty, które mogą Ciebie zainteresować:

Dodaj komentarz