Historia Rodem Z Hiszpanii ;)

Moim pierwszym celem po przylocie do Hiszpanii byla Almeria, gdzie miałam spotkać się ze znajomymi obecnie przebywającymi tam na Erasmusie. Plan był taki, że lądowałam w Maladze, a stamtąd jechałam dalej autobusem Alsa. No i oczywiście będąc w Maladze nie wiedziałam, gdzie mam wysiąść z pociągu jadącego z lotniska do dworca autobusowego. 😛 Na samiusieńkim początku kupując bilet do Almerii (czyli z miesiąc wcześniej) sprawdzałam skąd odjeżdża autobus, ale zdążyłam już zapomnieć. No i przejechałam swoją stację, która nie była w centrum, gdzie wysiadłam, ale trochę wcześniej. 😛

Nie zmartwiło mnie to szczególnie, bo okazało się, że na piechotę jest 10 min. Poza tym w Hiszpanii tak samo jak w Anglii bilet sprawdza sie przy bramkach, a bramki są dopiero przy wyjściu ze stacji. Wsiadlam więc w pociąg, który jechał w przeciwną stronę i po krzyku (o ile życie jest łatwiejsze, kiedy człowiek się nie stresuje). 😉 Na miejscu byłam trochę później, ale kto by się przejmował kilkoma minutami. 😉 W końcu przyjechałam tu wypoczywać i relaksować się, a nie stresować czy spieszyć. 😉 Poza tym wciąż miałam chwilę czasu, żeby pokręcić się po placyku tuż koło dworca.

Stop!

A propo Anglii, w UK i w Hiszpanii ludzie ignorują czerwone światło przy przejściu dla pieszych; w UK wiem, że nie jest to wykroczenie, nie jest więc karane. Nie jestem pewna, czy tak samo jest w Hiszpanii, ale jak długo czeka się tutaj na zielone, a nic akurat nie jedzie, to wszyscy przechodzą. W końcu światła są tylko wyznacznikiem, a nie instancją decydująca jak żyć 😉 (i tak powinno być i u nas, a nie że dostaje się mandat za przejście na czerwonym – nic dziwnego, że w Polsce ludzie chodzą tacy zestresowani, skoro mało kasy mają, a do tego na każdym kroku muszą się pilnować, żeby tej kasy bezmyślnie nie stracić 😉 ).

266

Transport

Po Hiszpanii można swobodnie poruszać się pociągiem albo autobusami (Alsa jeździ prawie wszędzie). Alsa ma rownież różne promocje, jeśli kupi się bilet dużo wcześniej, np zamiast płacić 20 Euro, można kupić bilet za 7 Euro. Pociągi za to są droższe, nie miałam okazji (ani przymusu) z nich skorzystać, ale słyszałam, że standard mają całkiem niezły.

Co ciekawe, miejsca w autobusach Alsy są ponumerowane i zostają przydzielone podczas kupna (można je zmienić) i ludzie stosują się do tego. Raz zwrócono mi uwagę, że siedzę na czyimś miejscu (aczkolwiek delikatnie, jakby to bylo nieporozumienie, podczas kiedy ja po prostu zignorowałam numer przydzielonego mi miejsca 😉 ). Dodatkowym plusem było to, że w wielu autobusach były monitorki, które pokazywały trasę i miejsce, gdzie obecnie jesteśmy (taki GPS), więc jak ktoś był niecierpliwy i siedział wystarczająco blisko, to mógł na spokojnie spoglądać, żeby się zorientować jak daleko jeszcze zostało do końca. 😉

268

Niedaleko Granady było pole wiatraków przemieniające wiatr w energię elektryczną 😉 (jeśli się nie mylę to solarki też tam były – sporo płyt słonecznych przypominające liczne radary skierowane w niebo 😉 ). IMHO wiatraki powinny stać przy Almerii zamiast nieładnych szklarni foliowych, bo tam wieje tak, że głowy urywa (co by tu nie powiedzieć, że dupy :p), więc jakieś zyski trzeba z tego czerpać. 🙂

Mnie wiatraki takie nieodłącznie kojarzą się z podróżą, uwielbiam je, a nawet kocham miłością nieodwzajemnioną. 😉 Kocham i pożądam ich w moim życiu jak najwięcej! 🙂

271

Czy coś ci to przypomina?

Niektóre krajobrazy, domy czy dzielnice strasznie przypominały mi Maroko. Na przykład wzory w łaźniach arabskich (tu nie ma się co dziwić 😉 ), momentami góry, no i palmy. Świat – tak jak ludzie – niby jest taki urozmaicony, a jednak do siebie podobny pod wieloma względami. I gdzieś tam pomiędzy tym wszystkim jest moje miejsce, a może jest ich nawet kilka albo kilkadziesiąt – mowią przecież, że dom jest tam, gdzie serce i coś w tym jest. 😉

Czy mogłabym tu mieszkać?

Zastanawiam się… w państwie, gdzie palmy rosną na każdym kroku, słońce przygrzewa nawet w kwietniu, a ludziom tylko wydaje się, że umieją mówić po angielsku… 😉 Tam, gdzie wszyscy uprawiają sport, chyba każdy ma psa (albo najlepiej dwa!), a imprezy zaczynają się koło 1-2 w nocy i trwają do białego rana… Tak, pewnie tak. Sądzę, że by mi się podobało, chociaż byłyby tego minusy, ale tak jest przecież zawsze. 😉

W przeszłosci nie powiedzialabym, że kiedykolwiek tak będę myśleć, ale chyba i tak wolę mieszkać w Polsce. 🙂 Jest to pewnie kwestia ludzi i miejsc, z którymi jestem związana, z ambicjami, marzeniami i wspomnieniami, ale tak wlaśnie w chwili obecnej czuje. 😉

274

W całym zamieszaniu planowania zwiedzania 5 miast w 10 dni zapomniałam o jednej dość ważnej rzeczy – umówić się ze znajomymi z Almerii. 😛 Dopiero w samolocie zorientowalam się, że nie mam ich adresu i nie wiem, czy po mnie wyjdą. Tak w ogóle… czy używają polskiego numeru telefonu skoro siedzą w Hiszpanii od kilku miesięcy, czy zostałyśmy bez kontaktu…? 😀 To pytanie przyszło mi do głowy, ale jakoś szczególnie się nie stresowałam – klimat hiszpańskiej sjesty chyba już mi się udzielił. 😉

275

Pomyślałam, że lecę do Hiszpanii, a to najważniejsze. Nie zginę przecież nawet jeśli byśmy się nie spotkały, najwyżej plany mi się pozmieniają i znajdę jakiś hostel. 😉

Życie bywa nieprzewidywalne i trzeba się dostosować, jeśli człowiek nie chce rozpaczać. 😉 A jak się czegoś bardzo chce, to zawsze można to osiągnąć. No to, życie, dorwę cię i dasz mi to, czego pragnę. 😉

Nisia

Jedna myśl na temat “Historia Rodem Z Hiszpanii ;)

  1. U nas powinni montować solary na tych wszystkim panelach przeciwdzwiękowych wzdłuż drug..ile by było dodatkowej energii..czyli pi..dzi jak w kieleckiem :D..drewniane wiatraki były bardziej romantyczne :)..ja bym wolał mieszkać w Alpach..adresu zapomnieć to pech ;)..

Dodaj komentarz