Śnieżka Wiosną (kwiecień 2017)

Od niedawna strasznie ciągnie mnie w góry mimo iż mam kiepską kondycję i urodziłam się nad morzem (które zawsze kochałam!). Chciałabym zdobyć kilka szczytów w tym roku – nie tylko te wyższe jak Giewont czy Kasprowy Wierch, ale także kilka mniejszych (na te jeszcze nie mam planów 😉 ).

W zeszłym miesiącu wybraliśmy się z chłopakiem do Karpacza, ponieważ chcieliśmy wejść na Śnieżkę (i powylegiwać się w hotelowym jacuzzi :D). Obawiałam się, że kolana mnie zawiodą po śnie zimowym – może znacie to lenistwo w czasie zimy i brak ochoty na robienie czegokolwiek. Takie podejście przez kilka miesięcy wystarczy, żeby kondycja spadła jeszcze bardziej… 😉 I zawsze ta towarzysząca myśl, że w następnym miesiącu zacznę dbać o kondycję, pójdę na karate, na ściankę, pojedziemy na wycieczkę rowerową… 😉 i tak to się przeciąga do momentu aż słońce wychyli się zza chmur i zacznie przyjemnie ogrzewać skórę… Może ja faktycznie działam na baterie słoneczne…? 😉

sniezka2
Początek trasy – najpierw skierowaliśmy się na Czarny grzbiet, potem zdobyliśmy Śnieżkę (zakryta chmurami) i Kopę (po prawej) – zrobiliśmy łącznie ok 15 km (1 km w górę)

Pomimo moich obaw dałam radę. 🙂 Pogoda też nam przypisała – z powodu chmur przesunęliśmy wyprawę o jeden dzień i całkiem przyjemnie się szło – wszystko dzięki widokowi z kamerki na Śnieżce i komunikatom pogodowym od GOPR. Na bieżąco monitorowałam widoczność, która już dwa dni wcześniej była bardzo ograniczona i nie zamierzała zmieniać się dla nas na sobotę, więc nie warto było wchodzić – fakt, że samo wejście na 1602 m n.p.m. było dla mnie zwycięstwem, ale piękne widoki to też wspaniała nagroda. 😉 Poczekaliśmy jeden dzień i za cierpliwość dostaliśmy dość dobrą widoczność i umiarkowaną temperaturę (za wysoka też nie byłaby przyjemna na wycieczkę po górach).

Niektóre szlaki na Śnieżkę były zamknięte z powodu złych warunków pogodowych (powyżej 1000 m n.p.m wciąż leżał śnieg i zaczynały się roztopy), trzeba było więc ogarnąć przejście, gdzie nie będzie ryzyka, że spadnie na nas lawina albo że my zsuniemy się na sam dół i połamiemy nogi (albo nawet stracimy życie). Wiem, że nie wchodziliśmy na Kilimandżaro czy Mount Everest, ale z górami i z naturą nie ma żartów, zwłaszcza jeśli jest się amatorem… Dobrze było też znaleźć drogę ciekawą – żeby nie wracać tym samym szlakiem.

kopa
Zamknięty szlak na Kopie

Najbliższy i najwygodnieszy szlak okazał się wychodzić nieopodal miejsca, gdzie spaliśmy, a mianowicie z ul. Obrońców Pokoju. Prowadził on przez Czarny Grzbiet (1400 m n.p.m), a następnie przez Czarną Kopę aż do Śnieżki. Najpierw szliśmy szlakiem czarnym, a potem czerwonym. Z powodu śniegu zajęło nam to więcej niż przypuszczaliśmy i więcej niż pokazywały drogowskazy.

Czy szlak był trudny? Tak jak czytaliśmy, szlak na początku był łatwy i dość przyjemny, a potem dość stromy i męczący; potem znów całkiem łatwy, żeby tuż przed Śnieżką zamienić się w prawie koszmar dla pracujących w biurze leniuchów. 😉

sniezka5

Co to tak właściwie znaczy? Nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie przed wyjazdem (chociaż przyznaję, że całych internetów nie przeszukałam 😉 ), postanowiłam więc strzelić kilka fotek szlakowi, żeby przedstawić panujące tam warunki – zdjęcia znajdziecie poniżej.

Zamierzaliśmy wracać wyciągiem krzesełkowym z Kopy, ale okazało się, że wyciąg był zamknięty z powodu konserwacji. Nie sprawdzaliśmy tego wcześniej – dopiero w drodze na Śnieżkę (sprawdzić można tu) – niesamowicie dobry zasięg internetu był w drodze – aż przerażające (czyli jednak nie byliśmy w dziczy? 😛 ). 😉 Na stronie widniała informacja, że ten najdłuższy wyciąg jest nieczynny – tak jak i cała reszta – ale nie było żadnego wytłumaczenia, więc wydało mi się to dziwne (ach, ten wrodzony brak zaufania 😛 ). Postanowiliśmy zaryzykować i wytyczyliśmy trasę przez Kopę (potem w schronisku Dom Śląski pod Śnieżką potwierdzili wiadomość o zamkniętym wyciagu).


Czarny szlak zaczynał się na ulicy Obrońców Pokoju – jak widać na lampie, należało skręcić w prawo, a tuż zaraz w lewo. Po drodze minęliśmy Krucze Skały, które też warto zwiedzić, będąc w okolicy.

szlak_na_sniezke

Na szlak weszliśmy koło godziny 9 rano. Na początku droga była bardzo łagodna i przypominała niedzielny spacer.

szlak_na_sniezke2

Po mniej niż 15 minutach doszliśmy do skrzyżowania szlaków i pierwszej wiaty, gdzie można było spocząć. My jednak szliśmy dalej (w lewo). 😉 Droga wciąż była dość łagodna, chociaż powoli zaczynała robić się bardziej stroma.

Po ok. 40 minutach doszliśmy do drugiej wiaty (Sowia Dolina 820 m n.p.m) i postanowiliśmy zrobić tu krótką przerwę na przegryzienie czegoś dodającego energii na dalszą drogę – takie z nas łakomczuchy. ;P

szlak_na_sniezke7

Tutaj droga przeobraziła się w potok – oznaka roztopów na wyższej wysokości. Wybierając się więc na wiosnę w góry zdecydowanie trzeba pamiętać o nieprzemakalnych butach. 😉

Przez długi czas droga wiodła koło potoku, który radośnie szumiał wśród drzew.

Po około godzinie weszliśmy na kamienistą ścieżkę, która była już bardziej stroma niż początkowa trasa i momentami dość męcząca.

Pierwsze oznaki, że w górach jeszcze leży śnieg.

szlak_na_sniezke16

Dojście do Sowiej Przełęczy zajęło nam prawie 2 h, podczas kiedy zejście do Karpacza według tabliczek miało zająć około 1h 15 min (w przeciwną stronę). Na Śnieżkę potrzeba było jeszcze 1h 15 min – a przynajmniej tak pokazywał drogowskaz (spoiler – kłamał! 😉 ). Tutaj zaczął się czerwony szlak prowadzący przez Czarny Grzbiet.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Stąd czekało nas około 20 min drogi do czeskiego schroniska Jelenka. Tam zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby zjeść kanapki.

jelenka

jelenka2

Koło Jelenki leżało już dużo śniegu i było trochę chłodniej. No i zmienił się nam krajobraz. 😉 Z Czarnego Grzbietu były piękne widoki właściwie w każdą stronę.

czarny_grzbiet4

Droga, którą przebyliśmy, żeby dostać się aż tu:

czarny_grzbiet5

Trasa od ostatniego drogowskazu zajęła prawie 3 h – czyli dwa razy więcej niż wskazywały znaki. Wiadomo, że nie poszliśmy na wyścigi, więc nie mieliśmy dużego tempa, ale przeszkadzał nam także śnieg i nie mogliśmy się oprzeć, żeby co chwilę nie przystawać popatrzeć na widoki i porobić zdjęcia.

czarny_grzbiet7

czarny_grzbiet6

Na Śnieżkę można też dostać się gondolą od czeskiej strony – koszt takiej zabawy z Karpacza to bodajże 200zł – wszędzie pełno było reklam. My jednak nie byliśmy leniwi i planowaliśmy zdobyć Śnieżkę o własnych siłach! 😉

sniezka_gondola

sniezka6

Widok drogi prowadzącej na dół, do Domu Śląskiego wywołał u mnie dość zabawną reakcję – buzia otworzyła mi się szeroko, a z ust wydarło się przekleństwo. 😉 Droga była bardzo stroma, do tego pokryta śniegiem i prowadząca koło urwiska. Oczywiście nie było to dla nas nic strasznego, po prostu tego się nie spodziewałam! 😉 xD Po niecałych 10 min drogi śniegu na schodach już nie było, czuliśmy się więc troszkę bezpieczniej. 😉

sniezka7

sniezka8

Po drodze oczywiście było kilka postojów na zdjęcia, więc zejście do schroniska zajęło nam około 45 min. Tu zatrzymaliśmy się na obiad, bo dowiedzieliśmy się, że i tak nie uda nam się zjechać wyciągiem – nigdzie więc się nie spieszyliśmy. Była godzina 14:30, a my mieliśmy ze sobą dobrą latarkę, gdyby nagle zastały nas ciemności – mogliśmy więc siedzieć, ile dusza zapragnie. 😉

W drodze powrotnej gdzieniegdzie jeszcze leżał śnieg, ale były to przejściowe momenty i z reguły leżał on poza szlakiem. Wciąż było ciepło i przyjemnie.

sniezka15

Bywały i strome odcinki trasy, ale z biegiem czasu droga stawała się coraz łagodniejsza. W porównaniu ze szlakami powadzącymi przez Czarny Grzbiet, szlak przez Kopę wydawał się dość nudny i mało urozmaicony (a może po prostu byliśmy już zbyt zmęczeni).

Znaki wskazywały 2h 15 min do Białego Jaru przez Kopę, a nam droga zajęła ok 2h (pierwszy raz mniej czasu!) – prawdopodobnie dlatego, że mieliśmy trochę więcej sił po posiłku, no i wreszcie śnieg ani lejąca się strumieniami woda nie utrudniały nam zadania.

sniezka_przez_kope3

sniezka_przez_kope4

sniezka_przez_kope5

Jedno muszę wreszcie zapamiętać – pomimo iż było tylko około 7-10 stopni na plusie i w dodatku dopiero kwiecień, przydałyby się okulary słoneczne i nawet krem przeciwsłoneczny, bo w ciągu tych kilku godzin na szlaku udało mi się spalić sobie buzię! 😉

Śniezka była dla mnie rozgrzewką przed wyższym szczytem, bo w końcu nie można od razu rzucić się na Rysy czy Orlą Perć. Ale nie była najwyższym szczytem, którym zdobyłam do tej pory – w zeszłym roku weszłam z kumpelą na Babią Górę (trudność wejścia chyba porównywalna). Ale to nie koniec, bo mam przeczucie, że mój apetyt na góry dopiero zaczyna rosnąć! 😉

sniezka12


Poniżej znajdziecie strony z praktycznymi informacjami, które warto przejrzeć przed wyjściem w góry:

  • Gopr z informacjami o pogodzie (z opisem) i ostrzeżeniami lawinowymi; można tutaj także znaleźć informacje o zamkniętych szlakach – informacje aktualizowane codziennie rano. Więcej informacji o zagrożeniu lawinowym pod adresem http://www.gopr.pl/lawiny/karkonosze.
  • Pogoda na Śnieżce na następne 48 h wraz z prędkością wiatru i odczuwalną temperaturą – aktualizowane codziennie.
  • Kamerka na Śnieżce pokazująca widoczność w danym momencie.
  • Szlaki na Śnieżce z opisem i informacją czy zamknięte (więcej danych pojawia się po kliknięciu w dany szlak na mapie).
  • Strona o Kopie z informacją o otwartych/zamkniętych wyciągach.
  • Informacje o wyciągu na Kopę (godziny otwarcia) – nie jestem pewna czy aktualne.

Nisia

sniezka-nisia
Photo by Czaro

Inne wpisy o górach:

2 myśli na temat “Śnieżka Wiosną (kwiecień 2017)

Dodaj komentarz