Pomarańczowe Piaski Pustyni (Maroko)

Po kamiennej pustyni (mowa o poprzednim poście) nadszedł czas na pustynię „prawdziwą”. 😉 Jakby ktoś się zastanawiał co robić, bedąc w Maroko (ba, jakby się kto zastanawiał, czy w ogóle jechać do Maroka!), zdecydowanie polecam wybrać się na pustynię. Mało brakowało, a sama bym nie pojechała, ale skusiliśmy się i wcale tego nie żałuję! Szczerze polecam – pomimo dodatkowej ceny 50 EUR – zwłaszcza jeśli jedzie się z pociągaczem wielbłąda, który umila czas (ja miałam dwóch, ale tylko jeden tak naprawdę był pociągający i nie był to pan w turbanie! 😉 ). Warto obejrzeć zachód słońca, dotknąć gorącego piasku – tego pustynnego, pomarańczowego piasku zapomnienia – który jest zupełnie inny niż ten, który my znamy, bo różni się zarówno barwą jak i konsystencją.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Podobał mi się dojazd na samą pustynię – wszyscy, co kochają adrenalinę zrozumieją 😉 – jechaliśmy jeepem po wybojach i nie dość, że widoki piękne to jeszcze trzęsło przeokropnie i nie dało się oddychać przez unoszący się wszędzie pył – cud miód! 😉

Wbrew pozorom mówię poważnie – mnie się podobało ^^ (kręgosłupowi mniej, ale za młoda jestem, żeby narzekać :P). Czasem tak trzęsło, że nawet zdjęć nie dało się robić, bo trzeba było uważać, żeby guzów na głowie nie ponabijać. 😛

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Podróż na wielbłądzie była podobna – zwierzę miało jakieś nieskordynowane ruchy (chociaż rytmiczne i systematyczne w swym chaosie) i niepokój dopadał, kiedy leciało się do przodu jak wielbłąd wstawał (najpierw wstaje tył wielbłąda 😛 – na szczęście wiedziałam o tym wcześniej, bo w gruncie rzeczy taka kolejność nie wydaje się logiczna 😛 ). No, ale że jestem szaloną kobietą ( 😉 ), to odważyłam się puścić jedną ręką wielbłądzią kierownicę (a w pewnym momencie nawet dwoma!) i dałam się ponieść (cóż za szaleństwo! 😛 No przecież groziło to śmiercią przez zachłyśnięcię się nadmieną dawką tlenu lub zawałem spowodowanym zbyt wysokim poziomem endorfin – czujecie ten pociąg do ryzyka?! 😉 ).

A tak na poważnie to wyjazd na pustynię był niesamowitym przeżyciem. ^^ Piasek zmieniał kolor wraz z obniżającym się słońcem, światło pięknie igrało z cieniem, a wokół cisza… i tylko my (chociaż kilka wydm wcześniej widać było życie – ach, te pozory… „czego oczy nie widzą…” 😉 ).

Poza tym jazda na wielbłądzie jest dość interesująca i polecam w ramach próbowania nowych rzeczy. Wielbłąd sam w sobie wydaje się stworzeniem, którego tak naprawdę nic nie obchodzi 😉 – rozlgąda się leniwie wokół i żuje (tak właściwie to co one żują…?). No i nie można zapominać o tym wolnym chodzie – jakby mu się wcale nie chciało, zdaje się mówić „o, panie, czuj się pan zaszczycony, że niosę pana na swoim garbie!”.

Z pustyni przyjechał z nami biały wielbłąd (kwarcowy) i pomarańczowy piasek. Wiem, że zapłaciliśmy za wielbłądka zdecydowanie za dużo, ale nie żałuję, bo był to w pewnym sensie napiwek od nas dla pociągacza, w podziękowaniu za wspaniały czas!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Tam, wśród pomarańczowego piasku, czas się zatrzymał. Słońce przyjemnie głaskało skórę (a Maroko znane jest z gorącego słońca), a niebo co jakiś czas mieniło się innym kolorem, raz po raz zadziwiając coraz to piękniejszym widokiem.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Z takich praktycznych wiadomości – warto zabrać ze sobą na pustynię chustę (w drodze mocno pyli), wodę i ciepłą kurtkę (po zachodzie słońca jest naprawdę zimno).

Nisia

[Mimo iż na poniższym zdjęciu jest wielbłąd, to wygląda to jak typowe zakończenie westernu, gdzie samotny jeździec wsiada na konia i odjeżdża w dal 😉 ]

124

Inne posty z Maroka:

4 myśli na temat “Pomarańczowe Piaski Pustyni (Maroko)

Dodaj komentarz