A-A-A, Czyli Podróż w Tę i z Powrotem ;) (Hiszpania)

To już niedługo, to już tuż tuż! W piątek kolejny wyjazd – do Hiszpanii. 🙂 Zamierzam zwiedzić Granadę, Almerię, Cordobę, Sewillę i Malagę. Zobaczymy, co tak naprawdę z tego wyjdzie, bo wiadomo, że nigdy nie da się zrealizować planów w 100%. 😉 I dlatego zbyt szczegółowych planów robić nie można i najlepiej traktować je z przymrużeniem oka. 😉

Jestem podekscytowana tą podróżą i normalnie brak mi słów… :O Albo to kwestia tego, że jak piszę tą notkę, jest sobota 7 rano, a ja siedzę już w pociagu do Gliwic, a normalnie wstawałabym za godzinę albo dwie (minimum!). 😉 Ach, co te pasje robią z człowiekiem – gotowy jest na takie poświęcenia! 😉

Jako że myśleć mogę tylko o Hiszpanii, wrzucam kilka(dziesiąt) zdjęć z poprzedniego wyjazdu. Był on nieco hardcorowy, bo jechałyśmy na ślub do znajomej do Almerii przez Alicante. Cały wypad zajął 3 dni i ciągle byłyśmy w drodze (i w biegu!): rozpoczął się we Wrocławiu, wylot był z Krakowa w piątek rano (było to kilka dobrych lat temu, więc może mnie pamięć zwodzić, ale wydaje mi się, że i tak z Krakowa zabrali nas do Katowic, skąd był wylot, bo w Krakowie „za bardzo” śnieżyło; i to autobusem bez ogrzewania, kiedy temparatura na zewnątrz była na minusie), ślub w sobotę (pobudka o 7!), zabawa do późna, a powrót w niedzielę (pobudka o 6!). W międzyczasie trzeba było oczywiście zwiedzić Alicante w bardzo krótkim czasie (najpierw jak czekałyśmy na znajomych i samochód, którym nas zabiorą, a potem czekając na wylot do Polski), a na miejscu już wystroić się (w glany!) i pomalować paznokcie. 😉


[Nie, to nie jest reklama RyanAira, bo chociaż bilety są tanie, to frytki mają obrzydliwe ;p – never again! Real is not enough – tasty would be better! 😉 ]

Sam ślub był dość ciekawy, bo był to ślub hiszpańsko-nigeryjski. Para młoda przebierała się ze 2 czy 3 razy, bo występowali w różnych strojach.

Chciałabym napisać więcej na ten temat, wrzucić fotoreportaż chociażby, ale niestety aparat wtedy nie był w użytku, a pamięć niestety mnie zawodzi. :O Jedyne co pamiętam to to, że było super i warto było jechać! 😉


Zdjęcie poniżej przywodzi mi na myśl potwory morskie prężące się przed walką, aby pokazać swoją siłę i agresję. 😉

201

Gdyby nie to, że pogoda była wspaniała, krajobrazy przepiękne, towarzystwo zacne i zabawa przednia, to ta wycieczka miałaby szanse na miano najgorszego wyjazdu w moim życiu. ;p A to dlatego, że byłam bardzo zmęczona (a właściwie to mój organizm był… ale kto młodemu zabroni? 😉 w końcu enforfiny i adrenalina robią swoje) i zdecydowanie niedosypiałam. Generalnie to był taki moment, że usiadłyśmy na ławce na nabrzeżu i na chwilę odleciałyśmy w krainę błogiego snu – dosłownie na sekundę, dwie… a może 10…? 😉

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Ale warto było pojechać, zobaczyć, wytańczyć się w rytm szalonej nieco muzyki (Gangam style!… I’m your leader! ;p) i porobić kilka zdjęć. ^^

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Nie dziwcie się, że mam kurtkę, bo był koniec lutego, w Polsce śnieg i mróz, a w Hiszpanii 20 stopni 😉

W piątek wsiadam w samolot i  lecę do Hiszpanii. Prawdopodobnie zrobię odwyk facebookowo-życiowy, a wtedy wrócę za min. 2 tyg. 😉

Stay cool & have fun, bo nigdy nie wiadomo, co życie przyniesie! :]

Nisia

Dodaj komentarz