Kształtowanie siebie

*foto by Inez (2011)

 

Ostatnio często spotykam się ze stwierdzeniem, że w życiu najważniejsze nie jest osiąganie celów, ale podróż, którą trzeba przebyć i która pozwala nam je osiągnąć. Nie wszystkie cele są bardzo ekscytujące, nie wszystkimi da się cieszyć, bo trwają tylko chwile. Ale w czasie tej drogi do celu można się wiele nauczyć, to ona pozwala nam kształtować siebie.

Czy zdarzało Wam się, że Wasz światopogląd runął, przepadł bezpowrotnie i poczuliście się jak tabula rasa, którą trzeba po raz kolejny zapisać? Zgaduję, że to jest właśnie kryzys osobowościowy. 😉 Jak sobie z tym poradzić…?

Przechodzę przez taki okres w życiu, że brakuje mi poczucia bezpieczeństwa, bo cały czas zastanawiam się, co jest dla mnie ważne w życiu, co ważnym być powinno i o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi… Zabrakło mi stabilności i mam wrażenie, że zniknął grunt pod nogami…

Wiem: każdy żyje na swój sposób, nie ma więc jednej uniwersalnej ścieżki, do której trzeba dążyć.

Wiem: każdy ma inny pogląd na świat i stosunki międzyludzkie.

Wiem: ludzie wierzą w różne rzeczy i ja muszę wiedzieć/zdecydować, w co ja wierzę.

Wiem: moje „ja” to zestaw moich doświadczeń, tego, w co wierzę i ludzi, z którymi przebywam. No i właśnie tu zaczyna się problem, bo z jednej strony wybieramy na przyjaciół tych, którzy są jakoś do nas samych podobni, takich, którzy zrozumieją i wesprą, jeśli będzie taka potrzeba. A z drugiej, Ci ludzie mają na nas wpływ, w jakimś (choćby i niewielkim stopniu) nas kształtują. I tu pojawia się pytanie – czy więc powinniśmy się temu poddawać? Czy powinniśmy ulegać, jeśli komuś bliskiemu nie podoba się coś, czego pragniemy, co lubimy?

Czy powinniśmy być uparci i wierzyć cały czas w to samo, bez względu na to, co nas spotyka i ile mamy lat? Nie słuchać nikogo, bo tylko my mamy rację. Ponoć tylko krowy się nie zmieniają…

Mówią mi, że mam tendencje do wpadania w skrajności. Może nie potrafię wyczuć środka, znaleźć tego potrzebnego balansu. Ale właśnie jego szukam…

No i co ze wsparciem? Czy faktycznie powinniśmy być w stanie sami dać sobie radę w życiu ze wszystkim? Bo jeśli tak, to czemu służą znajomości i związki? Czy nie powinno być tak, że jednak w ciężkich momentach życia wspierają nas nasi bliscy, mimo iż nie do końca muszą się zgadzać z tym, co chcemy zrobić?

Kształtujemy siebie całe życie, jedne momenty mają na nas większy wpływ, inne bardzo znikomy. Nasze pasje i hobby pomagają nam w kreowaniu własnego „ja”. Miałam taką pasję i było to chodzenie na ściankę wspinaczkową, co pomagało mi zmierzyć się ze swoim strachem.

Jak pierwszy raz weszłam na ściankę, zatrzymałam się w połowie i nie chciałam iść dalej, stwierdziłam, że tyle wystarczy na pierwszy raz. Znajomy, który mnie asekurował, upierał się, że nie spuści mnie na dół, dopóki nie dojdę na samą górę. Jego podejście może brzmieć trochę nie ludzko, ale było zajebiste, bo tylko dzięki temu się nie poddałam. I dzięki temu nie zablokowałam się na dłużej. I to właśnie było wsparcie godne przyjaciela.

Wiele razy zdarzało się, że ciężko było pokonać jakąś trasę na ściance. Ale zauważyłam, że trzeba mieć odpowiednie podejście i otwarty umysł, żeby pokonać swoje narzucone dobrowolnie limity. Że nie można skupiać się na tym, że nie mam już siły, czy że to jest nie do przejścia dla mnie. Bywało tak, że kilka razy podchodziłam do pokonania danej trasy i w tym samym momencie spadałam. A potem, nagle, jak próbowałam kolejny raz okazywało się, że wciąż szukałam wzrokiem tego trudnego odcinka i po chwili orientowałam się, że jestem już wyżej i nie miałam problemu, żeby się tu znaleźć. Udawało mi się dokonać czegoś, co przed kilkoma sekundami wydawało się być niemożliwe. I tak samo przecież jest w życiu…

Koniec spowiedzi. 😉

Nisia

 

 

4 myśli na temat “Kształtowanie siebie

  1. Bardzo dobrze znam to uczycie – tabula rasa. Wtedy wszystko trzeba od początku budować. Ustaw siebie na nowo do świata, rzeczywistości, która nas zastała. i próbować, odnaleźć siebie na nowo.

  2. W życiu trzeba sporo weryfikować, co będzie dla nas dobre, a co nie. To jak z sitkiem. Przesypujesz tylko dobrą mąkę, resztę wyrzucasz. 😉

Dodaj komentarz